Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gładkość sierści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gładkość sierści. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lutego 2013

Gładkość sierści [Part VII]

Gładkość sierści
Rozdział VII
„Owari”

Atmosfera w pomieszczeniu była napięta do granic możliwości. Żadna z obecnych w nim osób nie wypowiedziała ani słowa.
Starał się uspokoić oddech. Serce Uzumakiego biło jak oszalałe. Blondyn spojrzał spode łba na zbliżającego się do niego shinobii. „Kuso.. Uchiha …”- pomyślał. Sam już nie wiedział jak to się stało. Czyżby poddał się ogólnie panującemu szałowi,który ogarniał dziewczęta z Konoha na widok ostatniego potomka klanu Uchiha? Nie,to nie możliwe. A jednak. Kiedy przesunął wzrokiem po wysportowanej sylwetce o szerokich ramionach, przeszedł go dreszcz podniecenia. Tylko te czarne oczy,okraszone niemalże kobiecymi, długimi rzęsami, wydawały się jakby ciemniejsze.Czyżby Sasuke był zły? Jak dla Uzumakiego Sasuke wyglądał na wściekłego. I chyba należało się go w tej chwili bać. Tak więc Naruto był przerażony. Niestety nie mógł nic poradzić na to, że mimo przerażenia, jego spodnie zaczęły wydawać się ciaśniejsze.
-Kuso.. –zaklął pod nosem blondyn.
I owszem Uchiha był wściekły. Na siebie, na Młotka i na to co się obecnie działo.Mrowienie w podbrzuszu było nieznośne. Pragnienie, którego nie mógł sam określić. Jego ciało płonęło. Jednak mimo wszystko zdobył się na chłodne spojrzenie w stronę blondyna. Ten lekko pochyliwszy się do przodu, wlepiał w niego spojrzenie swoich cholernie błękitnych oczu, opierając się o krawędź stołu.Jasne włosy miał w nieładzie. Na policzkach wykwitł niewielki rumieniec, a lekko rozchylone wargi nabrały intensywniejszego koloru. Były jeszcze wilgotne od niedawnego pocałunku. Sasuke przygryzł dolną wargę. Wiedział, że nie powinien używać swoich technik do sytuacji takich jak ta, ale nie mógł się powstrzymać.
Naruto nie zdążył nawet mrugnąć, kiedy Uchiha znalazł się tuż przy nim. To była jedna z rzeczy w których Sasuke zawsze go przewyższał. Szybkość.
-Sasu..hmpf!-w pół słowa Uchiha zamknął mu usta pocałunkiem. Smukłe, jasne dłonie niczym podstępne węże wsunęły się na ciało blondyna. W chwili kiedy Sasuke przestał miażdżyć pocałunkiem usta Uzumakiego, rozchylił osłonięte gęstymi rzęsami powieki,kierując spojrzenie onyksowych oczu na opaloną twarz towarzysza.
-Sasuke… -lekko ochrypłym głosem szepnął blondyn.
-Mówiłem ci już żebyś się zamknął usuratonkachi – mruknął czarnowłosy, przesuwając dłonie na umięśnione pośladki chłopaka. Zwinnym językiem zagarnął do ust zapinkę od zamka do bluzy Uzumakiego. Przygryzł ją, lekko pociągając do góry. Nie w tą stronę chciał ją pociągnąć, ale nie mógł się powstrzymać od odchylenia głowy w tył, kiedy przycisnął biodra chłopaka do siebie. Naruto jęknął, a więc na szczęście dla Uchihy, nie usłyszał jego stęknięcia. Nigdy wcześniej nie postrzegał ciała przyjaciela pod tym względem. Teraz wydawało mu się ono niezwykle pociągające. Niespiesznie przesuwał palcami po jego pośladkach.Kiedy przesunął palcami niżej, bardziej ku sobie, zsuwając je między nogi blondyna, ten jęknął cicho oraz zadrżał wczepiając palce w biały materiał okrywający ramiona Uchichy, przy czym otarł się o krocze czarnowłosego. Uchiha wypuścił z zębów zamek. Po jego podbrzuszu rozlała się fala ciepła.Ponownie otarł się o chłopaka, aby jeszcze raz poczuć przyjemny dreszcz. Nie przestał jednak manipulować palcami między udami Naruto. Co chwila dotykał palcami jego jądra,powodując że Naruto wił się w jego ramionach niczym piskorz, przez ubrania ocierając się o nabrzmiałego już członka Sasuke. Doznania czarnowłosego były niesamowite, ale dla niego było nadal za mało.Przesunął prawą dłoń na zamek od bluzy blondyna i rozpiął ją powoli. Po chwili wsunął dłoń na płaski ciepły brzuch chłopaka, podsuwając wyżej jego koszulkę. Pod opaloną, gładką skórą z łatwością można było wyczuć napięte mięśnie. Uzumaki złapał oburącz za dolne krawędzie koszulki pociągając ją ku górze i ściągnął ją przez głowę wraz z bluzą. Opalone dłonie wsunął pod poły białego materiału osłaniającego ramiona Uchihy. Mocno zaciskając palce na jasnej skórze, przesunął wzdłuż umięśnionych ramion powodując zsunięcie się tkaniny. Sasuke uwolniwszy swoje dłonie z długich rękawów brutalnie przyciągnął do siebie blondyna. Ten odwrócił twarz w stronę czarnowłosego, aby onyksowooki mógł stłumić jego jęk pocałunkiem.
Naruto był dość drobnej budowy, jednak jego umięśnione ciało w tak bliskim zetknięciu zdradzało jego profesję. Umięśniona klatka piersiowa w przyjemnych spazmach ocierała się o jasną skórę na torsie Uchihy, drażniąc jego sutki. Mocne, wilgotne wargi Sasuke, rozgrzane od pocałunków przesunęły się po opalonej szyi blondyna, pozostawiając po sobie wilgotny ślad. Jedna z dłoni Naruto wsunęła się w kruczoczarne włosy, kiedy głowa właściciela legendarnego sharingana zsunęła się niżej. Sasuke przesunął szorstkim językiem po obojczyku chłopaka, a po chwili lekko zacisnął zęby na skórze. Wystarczająco mocno jednak, aby zostawić ślad na piersi chłopaka. Nie zajmował sobie głowy tym, aby ściągnąć z rąk ochraniacze odsłaniające palce.Rozwartą dłonią przesunął dłonią po płaskim, opalonym brzuchu, mocno dociskając do niego palce. Chciał to wszystko poczuć bardziej, mocniej, wyraźniej.Ale to nadal było za mało. Ze złością szarpnął za zapięcie spodni Uzumakiego, psując zamek. Naruto jednak nie zareagował złością, a pomógł czarnowłosemu zsunąć swoje spodnie i bokserki.
-Kuso.. –zaklął cicho pod nosem Naruto czując jak się czerwieni, kiedy Uchiha objął spojrzeniem, a następnie dłonią jego nabrzmiały, pulsujący członek.Blondyn wydał z siebie jakiś nieartykułowany odgłos, kiedy smukłe palce zacisnęły się.Sasuke zaś nieświadomie uniósł kącik ust w demonicznym uśmiechu. Cały rozedrgany,zarumieniony na twarzy Jinchiruki, zdany jedynie na jego łaskę i niełaskę. Naruto zaczął powoli uspokajać szybki i ciężki oddech, więc czarnowłosy przesunął językiem po główce jego penisa obserwując onyksowymi oczyma reakcję chłopaka. Ten zaskoczony jęknął nieco głośniej. Kiedy Uchiha objął wargami jego męskość, oderwał jedną z dłoni z ramienia czarnowłosego aby zatkać sobie usta. Jednak nawet zaciskanie zębów na własnych palcach na niewiele się zdało Uzumakiemu, gdyż nie tłumiło to wystarczająco jęków jakie z siebie wydawał, kiedy usta Uchihy zaczęły się przesuwać.
Sasuke nigdy wcześniej tego nie robił, ale musiał przyznać, że Naruto był idealną osobą, na której można się było uczyć takich rzeczy. Z jego twarzy można było czytać niczym z otwartej księgi. Sama czynność nie była w rzeczywistości tak odrażająca, jak wcześniej by się mogło wydawać. Smak i zapach blondyna był przyjemny. A doznania wzrokowe i słuchowe na tyle niesamowite, że Uchiha nie mógł się powstrzymać od zaciśnięcia palców na udzie chłopaka. Zsunął wargi z penisa blondyna, żeby poprawić położenie własnej dłoni. Zacisnął pewniej palce na członku chłopaka i powoli przesunął językiem wzdłuż niego. Zdjął drugą dłoń z uda Uzumakiego umiejscawiając ja na własnej męskości i mocno dociskając palce, przesunął po niej w tym samym agonalnym tempie. Teraz już gdy ponownie wziął go w usta posuwał dłonią po własnym penisie w tym samym tempie w jakim przesuwał zaciśnięte wargi. Naruto biorąc głęboki wdech wyciągnął z ust dłoń i wsunął ją pomiędzy twarz Sasuke a własne krocze. Drugą zaś pociągnął chłopaka za włosy ku górze. Uchiha z małą niechęcią zaprzestał dotychczasowych czynności. I podniósł się unosząc głowę na wysokość twarzy blondyna. Naruto przesunął językiem po jego wargach i oparł się czołem o czoło Uchihy. Sasuke uspokajając oddech wsunął jedną z dłoni na rozgrzany płaski brzuch Uzumakiego obserwując jak ten niezdarnie zdejmuje jego palce ze swojego członka. Blondyn uniósł do swojej twarzy smukłą dłoń Uchihy i przesunął po niej językiem utkwiwszy spojrzenie w twarzy Sasuke. Czarnowłosy jak zahipnotyzowany pozwolił sobie zanurzyć dwa palce w ciepłych i wilgotnych ustach Naruto, które ten zaczął powoli lizać i nieznacznie ssać, przez co ciemnowłosemu jeszcze bardziej zaschło w gardle. Po chwili Naruto wysunął z ust palce onyksowookiego, nakierowując je między swoje pośladki.Przymykając okalane jasnymi rzęsami powieki, cmoknął go w usta, na co Sasuke pogłębił pocałunek. Uchiha ostrożnie wsunął palec do wnętrza Naruto, podczas czego ten cicho jęknął mu usta.Po chwili dołożył drugi palec zacząwszy nimi poruszać, aby odpowiednio przygotować ciało kochanka. Uzumaki pociągnął za sznur oplatający biodra Uchihy, rozwiązując go. Przyciągnął jego biodra bliżej siebie i pozwolił tkaninom,osłaniającym ciało Sasuke, powoli osunąć się na podłogę. Naruto przesunął dłońmi po jasnej i delikatnej skórze podbrzusza towarzysza. Ciało czarnowłosego przebiegła kolejna fala pożądania, tym razem silniejsza od poprzednich. Wysunął palce z jego wnętrza i rozchylił nogi chłopaka, przesuwając dłonie po umięśnionych, opalonych udach.Pomagając sobie dłonią nakierował swojego penisa w odpowiednie miejsce. Mocno chwyciwszy biodra Naruto, wbił się w niego jednym szybkim ruchem.Blondyn wydał z siebie jakiś niekontrolowany i nieartykułowany odgłos, wbijając palce w ramiona Sasuke. Ten zaś dał im obojgu chwilę czasu na oswojenie się z sytuacją.Sam musiał złapać oddech. Wnętrze Uzumakiego bardzo ciasno opinało się na jego męskości, a głupio byłoby tak skończyć na samym początku. O dziwo to Uzumaki poruszył się jako pierwszy, przesuwając rozgrzanymi wargami po obojczyku Sasuke. Następnie niezbyt mocno ale znacząco poruszył biodrami, zachęcając chłopaka do działania. Czarnowłosemu nie trzeba było tego powtarzać. Pewniej uchwyciwszy jedną z dłoni za biodro blondyna, zaczął się powoli poruszać. Nie śpieszył się z tym mimo ogromnej chęci przyśpieszenia tępa. Sycił się każdym pchnięciem.Rytmicznie zagłębiał się w Naruto, wsłuchując się szaleńcze bicie własnego serca oraz jęki wydawane przez zarumienionego kochanka.Uzumaki wodził dłońmi po jego plecach i ramionach nie raz zaciskając palce na jego skórze,wbijając w nią paznokcie podczas zmiany rytmu. Trudnym jednak było utrzymanie równego tempa podczas gdy ciepły oddech drażnił szyję onyksowookiego.Nie o tym rozmyślał Uchiha. W tym momencie o niczym nie myślał. Po prostu czuł i dał się ponieść chwili. Wykonując coraz mocniejsze pchnięcia, oddając się potrzebom własnego ciała, ledwo zarejestrował kiedy zęby blondyna zacisnęły się na jego szyi, a palce pozostawiły na jasnej skórze czerwone ślady. Nie zwrócił również zbytniej uwagi kiedy lepka i ciepła substancja wylądowała na jego brzuchu. Przytłumiony okrzyk rozkoszy Uzumakiego docierał do niego jakby z oddali, zwłaszcza że wnętrze chłopaka szczelnie obejmujące jego penisa zdawało się spazmatycznie zaciskać. Przyjemne ciepło kumulujące się w jego podbrzuszu postanowiło wybuchnąć, rozlewając się po jego ciele przyjemnym dreszczem.
* * *
Shizune właśnie śpieszyła do biura Hokage, aby dostarczyć jej jakieś ważne dokumenty.Była tak zaabsorbowana pracą i własnymi myślami nad tym, jak to trzeba poganiać Tsunade do roboty, że nie zwracała na nic uwagi. Do czasu aż na kogoś wpadła.
-Ah! Gomen!– zawołała szybko schylając się by pozbierać upuszczone na ziemię dokumenty.
-Cii! –uciszył ją szeptem białowłosy mężczyzna,nie fatygując się nawet aby pomóc jej posprzątać bałagan w którym sam pomógł.Spojrzała na niego zdziwiona, ponieważ podobno miał przebywać dłuższy czas poza wioską.
-Jiraya-sama?– spytała zaskoczona – Co ty tu robisz? – Shizune już zdążyła podnieść wszystkie dokumenty i wyprostować się spoglądając na twarz sannina. 
- Notatki.. – odmruknął cicho Jiraya nie zwracając uwagi na brunetkę. Zamiast tego szybko notował coś na zwitku papieru co chwilę spoglądając w stronę niedomkniętych drzwi. – Ciekawe komu teraz Tsunade zarzuci ściąganie młodych shinobii na złą drogę? Heheh – zaśmiał się cicho pod nosem mężczyzna.
-Ściąganie młodych shinobii na złą…? – powtórzyła Shizune podążając wzrokiem za spojrzeniem sannina i dokumenty które przed chwilą zebrała ponownie rozsypały się po podłodze…
FIN
by N

Głądkość sierści [Part VI]

Gładkość sierści
Rozdział VI
„Koniec Kary”

-Sasuke draniu! Rusz się noo! –krzyczał Naruto ciągnąc za nić chakry tworzącą zaimprowizowaną smycz do obroży z pieczęcią. – Idziemy na spacer teges-tamteges! – Blondyn zawzięcie próbował wyciągnąć pumę. Ta jednak zaparła się łapami i ani rusz. Uzumaki zaparł się całym ciężarem ciała czując jak stopy zaczynają grzęznąć mu w ziemi, zrywając niedawno wyrośniętą trawę.
„Co ten Młotek kombinuje do diaska?!” – myślał zdenerwowany Sasuke. „Chyba nie chce iść ze mną na ulice Konohy, kiedy jestem w takim stanie?” Kot ni stąd ni zowąd wyprostował się i wykonał szybki krok do przodu, przez co blondyn wylądował na ziemi.
- Sasuke draniu! – krzyknął Naruto,wspierając się na łokciach i patrząc na dużego, czarnego kota – No co ci odbija? Chcę cię zabrać tylko na spacer!
„Na spacer? Chyba z drzewa spadłeś” fuknął w myślach Sasuke „Ja ci dam spacer”. Nim Uzumaki zdążył jakkolwiek zareagować, Sasuke skoczył w jego stronę, przygniatając oba jego ramiona, swoimi łapami, do ziemi. Pazury pumy były wysunięte i nieco naciskały na Uzumaki’ego, nie kalecząc go jednak. Miało to być swojego rodzaju ostrzeżenie. Takie samo ostrzeżenie, jakie wysyłał wzrok czarnego kociska. Oczy czarnego drapieżnika były wrogo zmrużone i ciskały w Uzumaki’ego gromy. Na chwilę ukazały się także białe i ostre jak noże zęby, kiedy Sasuke zawarczał.Przyglądając się jednak blondynowi z takiej perspektywy, powoli zapomniał o złości jaką na niego odczuwał po zapięciu obroży. W końcu po policzku naznaczonym lisimi znamionami przesunął się chropowaty język pumy. I właśnie w tej chwili, kiedy Uchiha poczuł smak skóry Naruto, ocknął się i zeskoczył na niego zrywając się do biegu, w którym ciągnął zdezorientowanego blondasa po ziemi.
-Kyaaaaa!!!
* * * 
Po wielu staraniach i zdobyciu paru ciekawych siniaków i zadrapań, Uzumaki’emu udało się w końcu zaciągnąć Sasuke za granicę jego posiadłości. Jednak już „kotek” wymógł na blondasie pominięcie zatłoczonych ulic Konohy. Słońce stało wysoko na niebie, a pogoda była niezła.Idealna na spacer. Trawa zieleniała, a ciepły wietrzyk niósł ze sobą zapach kwitnących wiśni i świeżej trawy. To wszystko wprawiało Naruto w dobry nastrój,powodując, że usta prawie mu się nie zamykały. Nawijał jak najęty o różnych głupotach. Jak na przykład, dlaczego ramen miso jest najlepszy w Ichiraku.Uchihy wcale nie interesowała bezsensowna paplanina chłopka. Wolałby raczej jak zazwyczaj pominąć jej treść ograniczając się jedynie do słuchania głosu Uzumaki’ego. Tym razem wysłuchiwał uważnie każdego słowa padającego z ust blondyna. Miał nadzieję, że w końcu Młotek sypnie, skąd do cholery wytrzasnął tą przeklętą obrożę. Jednak nie zapowiadało się aby miało się to zdarzyć tak szybko jak Uchiha by chciał. Doszli nad niewielkie jeziorko położone niedaleko wioski. 
„Chyba ten usuratonkachi nie zamierza teraz trenować?” – pomyślał zniecierpliwiony już Sasuke, rzucając gromy spojrzeniem na blondyna. Ten o dziwo zauważył to spojrzenie i na chwilę,co prawda krótką, potok jego słów został przerwany. Nie długo jednak panowała cisza.
-Heheheh! – zaśmiał się nerwowo blondyn drapiąc się po karku jedną ręką – Teges-tamteges, nie patrz tak na mnie. To Twoja własna zasługa, że skończyłeś z tą obrożą. – teraz Naruto uderzył w wyniosły ton, prostując się i wytykając czarną pumę palcem – Nawet ty, Sasuke musisz czasem dostać nauczkę! Zwłaszcza za .. teges tamteges.. za takie coś co zrobiłeś – tu Uzumaki stracił już nieco pewności siebie rumieniąc się lekko, a jego spojrzenie uciekło gdzieś w dół. – Eee.. Hmm… – opuścił już rękę. Puma wyglądała na zupełnie nieporuszoną jego wykładem. Odwrócił się od zwierzęcia i kumulując chakrę w stopach wszedł na taflę wody. Rozpoczął swój trening.Mimo tego zajęcia podjął dalszą część swojego monologu – Hehe! Ale przyznaj sam byś nigdy na to nie wpadł teges tamteges. Obroża z pieczęcią! -jak zwykle w momentach kiedy blondyn chwalił się swoją techniką w oczach miał nieodłączny błysk radości – Zupełnie przypadkiem zauważyłem coś na ten temat w zwojach od Ero-sannin’a. Czasem są takie nudne, że raczej nie ma sensu tego czytać. Ale teges-tamteges podobno historia jest ważna i te takie rzeczy.Akurat mieliśmy tę misję z techniką przemiany. Nie cierpię technik przemiany! Iw ogóle… – w końcu Uzumaki zaczął interesujący Uchihę temat. Jednak wyłowienie z tej paplaniny rzeczy istotnych było istną katorgą. Sasuke ostrożnie skumulował charę w czterech łapach. Nigdy wcześniej nie robił tego pod postacią zwierzęcia. Ale nie okazało się to czymś dla niego trudnym.
- Wyobraź sobie, że musiałem pójść do biblioteki. Ja! Do biblioteki! Heheh! Tam zawsze jest tak cicho. I jest tyle kurzu. Biblioteki nie są fajne. Strasznie trudno było mi znaleźć ten zwój, jak wykonać tę pieczęć. – tu Naruto spojrzał na pumę – Hę? Chcesz ćwiczyć ze mną? – rozpromienił się w kierunku zwierzęcia. – No to chodź kiciu! Hahah! 
Tego było już dla Uchihy za dużo.„Skoro tak bardzo chcesz Młotku” – pomyślał i rzucił się na blondasa.
-Aaaa! – pisnął Uzumaki zaczynając uciekać przed pumą.
I tak rozpoczęła się wielka gonitwa. Istny tor przeszkód dzięki któremu Uchiha mógł sprawdzić możliwości nowej techniki. Blondyn śmiał się do rozpuku za każdym razem, kiedy ochlapany wodą kot wzdrygał się niezależnie od siebie. Właściwie było nawet sympatycznie.Po kilku godzinach tej zabawy w berka, puma zeszła z tafli wody. Sasuke otrząsnął futro z wody pozostałej po ostatnim nurkowaniu.
-Co jest draniu?! – zapytał Naruto również stawiając stopy na ziemi.
„Nie każdy ma w sobie demona fundującego mu nieskończoną ilość chakry Młotku” –pomyślał Sasuke, a jego ogon niebezpiecznie śmignął w powietrzu. „I jeszcze to do tego. Co za poniżenie…”Nie oglądając się za siebie udał się w kierunku rezydencji Uchiha.
-Hej! Dokąd idziesz? Czekaj! –zawołał Uzumaki biec za pumą.
* * *
-Ale tu cicho – wyszeptał Naruto– nie uważasz że ten dom jest trochę za duży na jedną osobę? – oboje znajdowali się teraz w domu Uchihy.
„Wiem” – pomyślał Sasuke. Ale nie wykonał żadnego gestu, aby poinformować o tym blondasa. Po prostu skierował się do swojego pokoju. Ten trening zmęczył go. Zupełnie co innego kierować charą w ludzkim ciele, a co innego w zwierzęcym.
-Sasuke..! – zawołał go Uzumaki.Puma przystanęła w połowie kroku na schodach. – Nie jesteś głodny ten-teges? –zapytał z lekkim skrępowaniem.
„Może i jestem, ale nieważne. Nie upadnę niżej, jedząc z podłogi”, pomyślał Sasuke, groźnie patrząc na Naruto. „Jak tylko zdejmiesz mi tą obrożę, to przysięgam, że pożałujesz tego, że włożyłeś mi ją na szyję”, pomstował w myślach, idąc dalej w kierunku swojej sypialni. Gdyby nie znajdował się teraz w postaci czarnego kociska, trzasnąłby za sobą drzwiami. Jednakże w tej sytuacji nie wysilał się, by zamykając drzwi pchnięciem głowy. Wiedział, że następnego dnia,miałby problemy z wyjściem z własnej sypialni. Puma wskoczyła na łóżko i ciężkona nie opadła, kładąc łeb na swoich łapach i zamykając oczy.
Nie dane mu było jednak długo odpocząć od obecności jasnookiego huraganu, który niedawno, sądząc po odgłosach, wywołał piekło w jego kuchni.
-Sasuke! – blondyn wpadł z wrzaskiem do pokoju – Nie miałeś w kuchni żadnego instant’a. To teges-tamteges,sam coś zrobiłem. Może i Ty byś zrobił to lepiej i w ogóle, ale ja nie potrafię gotować. A to jest jadalne, wiem bo próbowałem. Heheh!
Czarny kot uniósł głowę i utkwił ciemne źrenice w postaci stojącej przy drzwiach. Uzumaki był troszkę upaćkany mąką, solą lub czymś takim. W dłoniach trzymał miskę czegoś co pachniało w miarę apetycznie i parowało ciepłem. Blondyn uśmiechał się szaleńczo jak zwykle. „Nie ma mowy” –pomyślał Sasuke, kiedy Naruto zaczął podchodzić w jego stronę i odwrócił pysk w inną stronę.
- Ej no! Sasuke, draniu, wiem żejesteś głodny, bo ja sam byłem głodny jak wilk. – Naruto usiadł na łóżku obokwielkiego czarnego kota, który zdawał się nie zwracać na niego najmniejszej uwagi. Chociaż jego ogon zaczął poruszać się nerwowo – Tak, musisz być głodny jak zwierze! Heheh! – blondyn nie powstrzymał się od kolejnego docinka. A Uchiha wbrew sobie zasyczał zupełnie jak zdenerwowany kot. Co uciszyło rechot chłopaka – Dobra – teraz już Naruto miał poważny wyraz twarzy. Przez chwilę uważnie przyglądał się pumie. – Nie będę patrzył. To Twoje gadanie o dumie i honorze i w ogóle, to się teges-tamteges w ogóle nie zmieniło. – z lekkim wyrzutem stwierdził Naruto wstając z posłania, jednak pozostawiając na nim miskę. – Wyjdę a Ty sobie zjedz. I mnie już tym swoim spojrzeniem nie zabijaj.– Jak powiedział tak też zrobił. Wyszedł z pokoju.
Uchiha starał się nie zwracać uwagi na miskę z jedzeniem, ale po pewnym czasie uświadomił sobie, że nie może przestać czuć. Smakowity zapach docierał do jego nozdrzy i nie dawał się odgonić, nawet jeśli Sasuke wciskał nos w poduszkę. W końcu spojrzał najedzenie i chwilę zmarł w bezruchu zastanawiając się bardzo mocno nad tym, czy to będzie w porządku, jeśli porzuci swoją dumę na rzecz posiłku. Oczywiście musiałby zjeść bez używania rąk, co było dla niego wręcz okropne. W końcu zdecydował pozwolić się skusić. Kiedy wziął pierwszy kęs, oprócz tego, że to co zrobił Uzumaki jest smaczne i nadaje się do spożycia, zauważył to, że strasznie głośno jak na siebie samego mlasnął. Minęła kolejna chwila, kiedy ponownie odważył się na jedzenie, ale tym razem nie przejmował się mlaskaniem.
„Jak ja się do cholery zachowuję?!” zapytał samego siebie, kiedy skończył wylizywać miskę.Jeszcze większego szoku doznał, zauważając to, że rozchlapał jedzenie wokół miski. Nie wpadł na pomysł by wylizać resztki i nieudolnie, starał się je zacierać rękoma, które w tej chwili niestety były kocimi łapskami. Przez to strącił z łóżka miskę, która narobiła niepotrzebnego hałasu i od razu przywołała Naruto.
- Ha! A jednak nie było takie straszne co!? – od razu na wejściu krzyknął Naruto. – Heheh, nie było takie złe, co? – zapytał nie zwracając uwagi na zmieszanie pumy.
* * *
Było już ciemno i wszystko przeszywała cisza. Nawet Uzumaki jakoś umilkł. Może to atmosfera tego domu. Aleo chota na rozmowy, a raczej monologi jakoś mu minęła. A może to przez Sasuke, który właściwie milczał zawsze, a teraz jako wielki czarny kot za dużo powiedzieć też nie mógł. Puma nieruchomo leżała na łóżku. Naruto przyklęknął przy nim opierając ramiona na poduszce tuż przed kocim łbem. Jedyną rzeczą wyraźną w półmroku były czarne oczy Sasuke, w których odbijał się blask księżyca.Spędzili już w tej ciszy około godziny. Co było dość dziwnym zjawiskiem jak na nieco nadpobudliwego Naruto. Uchiha nie mógł widzieć dokładnie jego twarzy. Zwłaszcza, że za Uzumaki’m znajdowała się okno, przez które wpadało kilka nikłych promieni światła odbijających się od księżyca. Dzięki temu sylwetka blondyna była tylko jeszcze bardziej zaciemniona. Gdyby nie genetyczne zdolności klanu Uchiha, puma z pewnością nie zauważyłaby, że od dłuższej chwili Naruto zbierał się w sobie, aby coś powiedzieć. Na jego twarzy malowała się cała gama uczuć. Blondyn nabierał powietrza w płuca lekko rozchylając wargi, by po chwili z rezygnacją wypuścić powietrze i zamknąć usta. To wszystko powodowane było przez spojrzenie tych hebanowych oczu, które okrutnie wwiercały się w umysł blondyna. Ich ciemny, niemalże czarny odcień, w tej chwili były właściwie jedyną częścią pumy, która sprawiała, że nie dało się zapomnieć kim jest naprawdę. Sasuke zawsze wydawał się chłodny Uzumaki’emu nie tylko w obyciu. Teraz zaś jego przyjaciel miał miękkie czarne futro, które zdawało się być ciepłym w dotyku. Nie tylko zadnia, kiedy jego czerń przyciągała rozgrzewające promienie słońca. Miał ochotę zanurzyć palce w tym futrze, ale wiedział, że pomysł ten mógłby się skończyć utratą ręki, bądź jakąś poważną raną. A te czarne oczy nadal wwiercały mu się w umysł. Czarny to taki ciepły kolor. A Uchiha potrafił mimo tego skumulować w nich tyle chłodu. Blondynowi zawsze trudno było się zorientować co właściwie mają w sobie te oczy. A Zdarzały się sytuacje, kiedy w tych czarnych tęczówkach znajdowało się tyle nienawiści i niechęci, a twarz Sasuke pozostawał łagodna. W dodatku jego przyjaciel nigdy nie mówił za wiele. Hmm… ale czy „przyjaciel to dobre określenie? W końcu odszedł. Zostawił go i Konohę, mimo że wtedy ta przyjaźń była dla Uzumaki’ego najważniejszą na świecie sprawą. Odszedł. A kiedy Naruto w końcu odnalazł go po raz pierwszy, te same oczy ziały pustką. I obojętnością. To wspomnienie było nie do zniesienia.
-Sasuke… – odezwał się w końcu półgłosem Naruto. Ale nie dokończył, ponieważ puma chyba jeszcze intensywniej zaczęła wbijać w niego spojrzenie czarnych oczu. Więc Uzumaki jedynie po raz kolejny wypuścił powietrze z płuc. 
„No wyduś to w końcu z siebie młotku!” – pomyślał Sasuke zirytowany już zachowaniem blondyna.
-Heheh! To nawet dziwne kiedy mogę być pewien, że nie ma szansy żebyś się cokolwiek odezwał, teges-tamteges.– ni stąd ni zowąd blondyn zaczął swoją zwykłą paplaninę i uśmiechnął się szeroko. Przerwał kontakt wzrokowy wdrapując się na łóżko na którym leżał kot -Pewnie masz coś przeciw, teges tamteges. Ale w końcu to Ty jesteś zwierzęciem aja człowiekiem. Dlatego nie będę spał na podłodze przecież .
-Khss! – żachnął się Uchiha,chcąc nie chcąc pozwalając Uzumaki’emu wpakować się na łóżko. Ten jednak w calenie przejął się jego niezadowoleniem. Najzwyklej w świecie położył się obokpumy opierając głowę o jej bok i mierzwiąc sierść na grzbiecie.
-Tak jest o wiele wygodniej! –zaśmiał się Naruto i nawet nie zwrócił uwagi na ogon, który ze złością uderzał teraz w pościel. – Ten teges- jak nie masz nic przeciwko to się trochę kimnę.
„Właśnie mam coś przeciwko” –pomyślał Sasuke, ale co miał zrobić? Postanowił nic nie robić i po prostu przeczekać, aż chłopakowi znudzi się ten głupi dowcip z zaklętą obrożą. Chociażw gruncie rzeczy wiedział, że nie powinien wtykać nosa w nie swoje sprawy. Z pewnością by zabił Uzumaki’ego, gdyby to on wykręcił mu taki numer. A Sasuke właściwie też nie zrobił tego złośliwie. Po prostu tak jakoś wyszło. Kiedyś Naruto z pewnością by sam o tym mu opowiedział. Kiedyś mówił wszystko sam z siebie, nawet jeśli Sasuke nie chciał słuchać. „To tak według Ciebie wygląda przyjaźń, co Młotku?” – Uchiha był nadal dość zirytowany. Nie dość, że znalazł się w tej głupiej sytuacji, to jeszcze ten ogon. Nie mógł go powstrzymać i ten,tak naturalnie odsłaniał jego humory. A przecież Sasuke, był zawsze mistrzem w ukrywaniu uczuć. „Może i wyglądam jak duży kot, ale nie musisz mnie traktować jak domowego zwierzaka” – pomyślał i spojrzał na opierającego się na nim blondyna. Naruto od dłuższej chwili był cicho. Pewnie zasnął. „Dobrze, że przynajmniej przez sen nie gadasz” –westchnął w myśli Uchiha i oparł łeb na potężnych łapach.
-Ten twój dom jest za duży –nagle stwierdził półgłosem Uzumaki. – Moje mieszkanie jest o wiele mniejsze, a tam też właściwie jest dość pusto…
Uchiha nie sądził, żeby Młotkowi chodziło w tej chwili o niewielką ilość mebli w mieszkaniu. Znał to uczucie.
-Dlatego raczej nie potrafiłbym zasnąć w innym pokoju. Ale, nie chodzi o pokój. Po prostu tu jesteś Ty. A chyba czujesz podobnie…
„Skończ nie chcę słuchać tych bredni, zwłaszcza że nie mam pojęcia do czego zmierzasz Młotku” –pomyślał Uchiha rozdrażniony.
-A kiedyś byliśmy naprawdę blisko. I wiesz ta nasza więź, nawet nie wiem teraz czy można to było nazwać to przyjaźnią. – ogon pumy spokojnie opadł na pościel i znieruchomiał – Ale to,teges-tamteges, było dla mnie bardzo, bardzo ważne. Nie to, że chcę Ci robić wyrzuty, że zostawiłeś to wszystko. Ale ty przecież od samego początku planowałeś odejść. Te twoje gadanie o zemście i tak dalej. – blondyn zamilkł na chwilę, zanurzając palce w czarnej sierści – Trudno z tobą tak o tym rozmawiać,bo czasem patrzysz się tak, że tracę pewność siebie. I wiem, że w gruncie rzeczy nie chciałeś tej więzi. Dlatego czasem lepiej z tobą rozmawiać wcale się na te twoje oczy nie patrząc. To było naprawdę trudne stracić przyjaciela.Chociaż to mogło wynikać z tego jaki czułem się samotny. I wiedziałem, że ty też tak się czujesz. Ale mogłem się pomylić. Może chciałem za dużo? A może chciałbym później jeszcze więcej? Bo tak się dzieje jak nie ma się nikogo bliskiego. Wtedy tego nie wiedziałem. Może gdybyśmy byli starsi rozumiałbym to.
„Baka…”
-I wiesz… może i dla ciebie to wszystko co było wcześniej się skończyło. Ale to naprawdę uspokajające być tu teraz z tobą. Nawet jeśli to wszystko nie jest teraz tym czym było wcześniej… -Uzumaki umilkł. Mięśnie jego ciała się rozluźniły, a oddech wyrównał. Zasnął.
„Jesteś młotkiem” – Sasuke ponownie wysłał w myśli obelgę pod adresem kolegi. Ale również uśmiechnął się lekko w myśli. Jak by na to nie spojrzeć. Uzumaki miał w swoim postrzeganiu trochę racji. Gdyby kiedyś był mądrzejszy, nie psuł by tej więzi. A obecność dawnego przyjaciela tak samo wpływała na niego uspokajająco.
* * *
I tak minęło im kilka dni. Sasuke powoli już zaczął przyzwyczajać się do roli pumy. Nawet już przestał go irytować jego własny ogon. Chociaż nadal wolał nie odbywać posiłków w towarzystwie Naruto. Ten i tak już zaczął go traktować jak zwierzątko domowe, a przynajmniej tak się zdawało młodemu Uchiha. Jak codziennie ostatnimi dniami wybrali się nad pobliski wodospad. Jak zwykle było w tej wycieczce więcej z zabawy niż z ciężkiego treningu.
-Teraz przyznaj kto jest największym ninja w Konoha i wkrótce będzie najlepszym Hokage jakiego kiedykolwiek wioska miała! – ze śmiechem i dumą zapytał blondyn, któremu właśnie udało się zmusić czarnego zwierza do zanurzenia pod taflę wody.
„Na pewno nie Ty młotku” –pomyślał Uchiha, chwytając zębami za łydkę tego wysławiającego swoje zdolności ninja i wciągając go pod wodę.
-Kyaaah! – pisnął niemal dziewczęco Uzumaki. I już oboje znajdowali się pod wodą. Dość szybko musieli wypłynąć na powierzchnię. W innym przepadku Naruto z pewnością by się utopił,przez niepowstrzymaną potrzebę śmiechu.
-Oż ty draniu! Hahah! – nadal zaśmiewał się blondyn wychodząc na brzeg. Był przemoczony do suchej nitki.Ubrania lepiły mu się do ciała, a błękit nieba idealnie zgrywał z kolorem jego lśniących oczu. – I patrz jak ja teraz wyglądam! Teges tamteges, cały jestem mokry!- przyglądał się czarnemu kotu wychodzącemu z wody. – A ty… a ty.. hmp..a ty wyglądasz zupełnie jak mokry kot! Bwahahaha! – Uzumaki już nie mógł dłużej powstrzymywać się od wybuchu śmiechu. Śmiejąc się pochylił się lekko do przodu trzymając się za brzuch, prawie się popłakał z tego śmiechu.
„Takie to śmieszne, tak? „ –pomyślał Sasuke, samemu uśmiechając się w myśli. Stanął na szeroko rozstawionych łapach czując, że jego sierść okropnie ocieka wodą. Pozwolił sobie ją strząsnąć tak jak to robią zwierzęta, co tylko pogłębiło atak śmiechu jaki miał Uzumaki. Niewiele myśląc, wziął lekki rozbieg i skoczył na blondasa przewracając go na ziemię i przygniatając do niej własnym ciałem. Chwilę siłowali się przewracając po trawie. Dla błękitnookiego musiała to być świetna zabawa. Uchiha właściwie również bawił się świetnie. Tylko, że musiał zwracać uwagę na to by przypadkiem nie skaleczyć Młotka swoimi pazurami albo zębami. I właśnie przez te zęby wpadł na pomysł tak głupi, że nigdy by się o to nie podejrzewał.
Puma liznęła Uzumaki’ego po policzku oznaczonym lisimi znamionami, co zaowocowało kolejną salwą śmiechu ze strony blondyna. Właściwie to teraz i Sasuke śmiał się w myśli. To dziwne, ale tylko ten Młotek, potrafił go rozśmieszyć.
-Hahaha! Fuuj! – zaśmiał się blondyn odpychając od swojej twarzy pysk zwierzęcia. A to zachęciło Uchihę do dalszego działania. Więc po raz kolejny przesunął szorstkim językiem po twarzy Uzumaki’ego. A potem jeszcze raz. I jakoś już nie mógł przestać. Mimo wszystko bawiła go ta absurdalna sytuacja.
- Sa.. hahah! Sas… Sasuke! Przestań! Hahahah! – zaśmiewał się blondyn zatapiając dłonie w gęstym czarnym futrze usiłując odciągnąć od siebie koci łeb. Uchiha bawił się tak dobrze, że nawet nie zauważył, kiedy Uzumaki przestał się śmiać i zaczął coś majstrować przy zapięciu obroży z pieczęcią. Naruto rozpiął obrożę. Nie zabrał rąk z karku pumy przemieniającej się w człowieka. Pozwolił żeby obroża spadła sobie sama, uwalniając smukłą szyję onyksowo-okiego. Przesunął opaloną dłoń na ten smukły kark, na tyle wysoko, że przydługie włosy przyjaciela załaskotały go lekko. Drugą zaś przesunął po jego plecach, umieszczając ja między łopatkami. Uchihanie zauważył jeszcze tej przemiany, więc blondyn przymknął oczy z pewnym wahaniem i rozchylił usta lekko wysuwając język. Wprost na spotkanie z językiem Sasuke. Szybko uniósł wyżej głowę stykając wargi z ustami Uchiha. Czarnowłosy raczej nie do końca zdając sobie sprawę z tego co robi, zacisnął mocniej powieki i pogłębił pocałunek. Kiedy jednak zaczął tracić oddech orientując się, że to nie jest wcale żaden futurystyczny sen, oderwał się od rozgrzanych miękkich warg. Zapadła grobowa cisza. Zszokowany tym incydentem w bezruchu popatrzał pytająco na Uzumakiego. Ten jednak tylko wpatrywał się w niego tymi cholernie błękitnymi ślepiami, wstrzymując oddech. Na oznaczonych lisimi znamionami policzkach kwitły lekkie rumieńce. Wargi miał lekko rozchylone,jeszcze wilgotne oraz nabrzmiałe od pocałunku. Zanim Sasuke zdążył zebrać myśli, blondyn zrzucił go z siebie i zerwał się z ziemi.
-Eh.. uhm… ten-teges…przepraszam! – wybąkał blondyn przygryzając dolną wargę, po czym uciekł.Najzwyczajniej w świecie zostawiając Uchiha sam na sam w lesie. Do tego z zupełnym zamętem w głowie.
-Kuso..! – zaklął pod nosem Sasuke zaciskając dłoń w pięść i uderzając nią w ziemię, co spowodowało pęknięcie podłoża w kilku miejscach. Jakoś nie myślał teraz o kontrolowaniu charky. – Co to miało znaczyć młotku? – wypowiedział cicho pytanie, wzdychając.Po czym przewrócił się na plecy. Sam musiał nad tym pomyśleć.
* * *
Przez kolejnych kilka dni chłopcy widywali się sporadycznie. Nie byli już w jednej drużynie, toteż nie mieli wspólnych treningów. Nie uczestniczyli też razem w misjach. Czasem tylko mijali się w biurze Hokage. Naruto zachowywał się tak jakby nic się między nimi nie stało. Chociaż Sasuke mógłby przysiąc, że blondyn go unika. Dziwnym trafem zawsze kiedy Sasuke pojawił się w pobliżu Naruto ten milkł i czym prędzej odchodził. Tak samo i dziś, kiedy to Uchiha przybył do biura Tsunade, żeby złożyć raport z ostatniej misji.
Uchiha zapukał w drzwi gabinetu Hokage. 
-Wejść – rozległ się donośny głos Tsunade. Uchiha otworzył drzwi i wszedł do pomieszczenia.
- To teges tamteges ja już pójdę.Cześć Tsunade ba-chan! – krzyknął Naruto i szybko wyminął Uchihę w drzwiach wychodząc.
„Tak już dłużej nie może być” –pomyślał Sasuke, już zdenerwowany tą cała sprawą.
-Raport Hokage – powiedział,zwinnie rzucając na biurko Tsunade zwinięty dokument i równie szybko co Uzumaki opuścił pomieszczenie.
-Uchiha! – krzyknęła jeszcze zanim Tsunade, ale Uchihy nie było już w pobliżu – Ah ta dzisiejsza młodzież –westchnęła zrezygnowana biorąc się za czytanie raportu.
W tym samym czasie Sasuke już zdążył dogonić Uzumakiego na korytarzu.
- Stój Młocie! – zawołał, ale zaowocowało to jedynie tym, że Naruto przyśpieszył kroku prychając ze złością.
- Hej! Mówię do ciebie! – już bardziej zdenerwowany Uchiha złapał blondyna za ramię, niedelikatnym szarpnięciem odwracając go w swoją stronę. – Co się z tobą do cholery dzieje Młotku!? Nagle odechciewa ci się ze mną rozmawiać. Unikasz mnie. Zachowujesz się jakby nic się nie stało!
-Ja?! Ja się zachowuję jakby nic się nie stało?! Ja nie chcę rozmawiać?! – zaczął krzykiem Naruto przybierając obronna postawę. – I może jeszcze to ja zostawiam wioskę!? Zostawiam… zostawiam wszystko! A potem nie chcę o tym rozmawiać?! Bo w końcu z tobą się nic nie stało!To ja też mogę się zachowywać jakby się nic nie stało! Żebyś wiedział draniu,że ja nie zamykam się w sobie tak jak ty! – tutaj uderzył Uchihę w pierś wskazującym palcem – To nie ja jestem osobą, która jak gdyby nigdy nic zostawia swojego JEDYNEGO przyjaciela. To nie ja uważam, że nic się nie stało! Bo to TY odszedłeś do tego Wężowego Sannin’a! To TY zniknąłeś na kilka lat i uważasz, że wszystko jest OK! – Naruto nie przestawał krzyczeć. Sasuke już zaczynała od tego krzyku boleć głowa. Dałby wszystko, żeby tylko zamknąć mu usta.
- A TY ciągle tylko ta zemsta!Albo że ma….! – Naruto nie skończył jednak już tego zdania. Ponieważ Sasukezłapał go za włosy, gwałtownym ruchem przyciągając jego twarz ku sobie. Zwinnym językiem wpił się w jego usta. Blondas chwilkę wymachiwał rękoma jakby nie wiedząc co z nimi zrobić, aż w końcu oparł je na ramionach czarnowłosego. Nagle zapomniał o wszystkim. Odwzajemnił pocałunek, mocno przyciągając do siebie Uchihę za koszulę. Zupełnie zgubił już wątek. W jego głowie zapanował zamęt,ale to było w tej chwili nie ważne. Ważne były teraz usta Uchihy, miażdżące w namiętnym pocałunku jego własne wargi. Chłodne palce Sasuke przesunęły się z miękkich blond włosów na policzki oznaczone lisimi znamionami, gładka opalona skóra biła ciepłem, którego jemu samemu ciągle brakowało. Przesunął dłońmi po smukłej szyi Uzumiaki’ego, zsunął je po plecach zakrytych pomarańczowym materiałem starając się przycisnąć chłopaka do siebie mocniej niż to obecnie miało miejsce. Tego jednak było nadal za mało. Kiedy zsunął dłonie na umięśnione pośladki blondyna jego samego zadziwił przyjemny dreszcz, który przesunął się wzdłuż jego kręgosłupa. Naruto przycisnął swoje biodra do Sasuke, odrywając się od jego ust by chociaż na chwilę móc złapać oddech. Wtedy to wargi czarnowłosego zsunęły się po opalonej skórze linii szczęki za smukła szyję blondyna. To aż dziwne że nigdy wcześniej nie przyszło mu do głowy, żeby posmakować skóry przyjaciela. Jej smak podobny był do jego zapachu i lekko słonawy. Przesunął jedną z dłoni wyżej, podnosząc lekko pomarańczową bluzę także poczuł pod palcami ciepłą skórę pleców chłopaka. Przycisnął otwartą dłonią krzyż chłopaka sprawiając że przywarli do siebie jeszcze dokładniej. Fala ciepłego dreszczu przepłynęła przez podbrzusze Uchihy. Drugą ręką wymacał klamkę do pobliskich drzwi. Otworzył je i naparł na blondyna zmuszając go tym samym by idąc do tyłu wszedł do pomieszczenia. Było to jakieś archiwum.Wszędzie walały się jakieś papierzyska. Naruto również rozejrzał się po pomieszczeniu odsuwając się lekko od Uchihy.
- Sas… Sasuke!- odezwał się oburzonym tonem Uzumaki. Ale jego spojrzenie i tak było już lekko przymglone.
-Urusai Usuratonkachi –powiedział chłodnym tonem czarnowłosy, ale to był jedyny chłód na jaki mógł się w tej chwili zdobyć. Pchnął towarzysza w stronę pobliskiego stołu na którym leżały jedne z wielu papierzysk. Kilka kartek wzleciało w powietrze.
-Draniu! – podniósł głos błękitnooki kiedy wpadł na mebel. Był już nieźle wkurzony zachowaniem Sasuke.Ale nic nie mógł poradzić na to, że już pozwolił na tak dużo. Sam odkrył przed Uchihą swój słaby punkt. Jedyne co teraz mógł zrobić to spróbować ochłonąć wbijając nienawistne spojrzenie w zbliżającego się do niego powolnym krokiem Sasuke.
C.D.N.
by N

Gładkość sierści [Part V]

Gładkość sierści
Rozdział V
„Palą się plany”

Cholera nic nie widzę. – pomyślał Naruto nie mogąc usiedzieć w miejscu.
„Zamknij się młotku!” – usłyszał we własnej głowie niemal natychmiastową odpowiedź Uchihy – „Twoje ADHD nie pozwala mi przekazywać na bieżąco relacji”
„Pff!Znalazł się komentator” – „odmyślał” blondyn.
„Naruto!” –uciszyli go chórem Kakashi i Inuzuka. Hatake wiedział już wcześniej, że misja w takim składzie nie będzie łatwa. Nie spodziewał się jednak, aż takich komplikacji jak pojawienie się dwóch członków Akatsuki. „Ten człowiek-rekin nic nie mówi, jedynie się rozgląda. Chyba bardziej robi za body-guarda. Pff! Itachi rozmawia z kobietą” – Sasuke kontynuował raport. Szczególnie teraz należało mieć oko na zachowanie Sasuke. A i technika ułatwiająca komunikację komplikowała sprawę. Trudno przemyśleć dobrze taktykę, kiedy ma się pod opieką w gorącej wodzie kąpanych shinobi. Ledwo co zdołał o tym pomyśleć, a jego głowę zalały cudze myśli. Na tyle, że już trudno było rozpoznać swoje własne.
„Eej no Kakashi sensei, potrafię dostosować się do rozkazów” „Że niby źle mieć mnie w drużynie?” „Kiedy zdecydowałem się na powrót do wioski,zdecydowałem również podporządkować się regułom.” „Nie mam ADHD draniu!” „Nawet jeśli jest tu mój brat…” Możecie się wreszcie zamknąć?” „I jak mogłeś z tym kotem…?!” „Odmówiła im.” „To naprawdę Akatsuki…?” „Może przeczekamy ich wizytę…” „I tak jeszcze go dorwę…”Ile do cholery on widział…?” „Nie wyglądają na zadowolonych…” „Za mało czasu”Hatake zerwał technikę połączenia umysłów. To było zbyt dekoncentrujące. Nie miał jednak zbyt wiele czasu. Z pomieszczenia w którym odbywało się spotkanie zbiegłej z Akatsuki dobiegł go odgłos uderzenia. Między rozmówcami doszło do potyczki. A jeden z członków drużyny Kakashiego był w środku. Pies wyczołgał się z kryjówki i przemienił się na powrót w człowieka. Hatake odsunął opaskę i od razu aktywował sharingan.
Trzech shinobi oraz pies niczym burza wpadło do pomieszczenia. „Kuso!” –Zaklął w myśli Hatake – „Za mało miejsca do walki”.
-Naruto, Kiba ! – zaczął Kakashi nie patrząc nawet na towarzyszy – zajmijcie się zbiegłą. Nie pozwólcie jej uciec! – chłopcy i pies bez szemrania ruszyli w stronę kobiety. Chociaż nie było to takie łatwe ze względu na ciasnotę pomieszczenia. A więc z braku miejsca przebiegli przez pokój przyczepiając stopy do sufitu i ścian za pomocą czakry.
-Nie wtrącaj się Kakashi – Sasuke wstrzymał jounina przed wtrąceniem się do walki. – On jest mój – powiedział wyciągając miecz i mierząc brata spojrzeniem. Itachi pozwolił sobie na kpiący uśmiech. Nie minęła nawet sekunda kiedy obraz przed oczami młodszego Uchihy zlał się w jednolitą szarość.
* * *
Sasuke stał wpustce. Otaczała go ciemność. Cisza niemalże raniła jego uszy. Miał wrażenie jakby spędził tak wieczność. Samotność była niemal namacalna.
- Itachi! Przeklęty morderco! -zawołał Sasuke. Wiedział, że dał się złapać w technikę, której jego starszy brat już wcześniej na nim użył. Teraz jednak nie miał zamiaru poddać się magnekyou sharinganowi – Tchórzu! Tylko tak potrafisz walczyć? – zapytał z kapiącym uśmiechem.
-Kap.. kap.. kap… – odgłos rozbijających kropli dotarł do uszu Sasuke. Pusta wokół niego nabrała kształtów. Stał po środku ciemnego pomieszczenia. Wszystko pokryte było krwią.Na podłodze leżały ciała jego rodziców.
- Głupiutki młodszy braciszek –niskim i bezbarwnym tonem powiedziała wysoka postać zatopiona w ciemności.Jedynie krwiste oczy wyróżniały się z mroku. – Nadal nie potrafisz się jej oprzeć.
Do Sasuke niczym trucizna zaczęły się sączyć myśli o samotności. Bezradności. Nie obronił swojej rodziny. Był za słaby. „Dlaczego? Dlaczego do cholery?!” pytania same rodziły się w głowie Sasuke „Nie… Nie mogę.. Nie mogę w to wierzyć… ale.. To moja wina..”. Nie chciał umierać. W tej chwili znowu był małym chłopcem, który bezradnie płakał nad martwymi ciałami rodziców, który nie potrafił nic zrobić żeby ich ocalić. Bał się teraz tylko o swoje własne życie.
- Głupiutki młodszy braciszek –powiedział już kpiąco Itachi. Za bardzo uwierzył w działanie swojej techniki.Stracił czujność i to był jego błąd. Sasuke uśmiechnął się pod nosem.
-Powtarzasz się Itachi. – już nie był bezradnym dzieckiem. Był mścicielem z nie znającym litości ostrzem w dłoni.I to właśnie ostrze ze świstem przecięło powietrze by zatopić się w skórze znienawidzonego brata. Niestety postać brata była jedynie złudzeniem, którego obraz rozwiał się po przecięciu mieczem.
-Nie nienawidzisz mnie wystarczająco mocno bracie. – starszy Uchiha pojawił się zaraz za plecami Sasuke. Ten zaś nie zrażony poprzednim niepowodzeniem kontynuował atak jednocześnie usiłując wypchnąć Itachiego z własnej głowy.
- Nadal jesteś jedynie głupiutkim młodszym braciszkiem. Najwyraźniej na mało mnie nienawidzisz.- odezwał się lekko rozbawionym aczkolwiek spokojnym tonem Itachi. Sasuke raz po raz przecinał powietrze mieczem czując jak technika w którą dał się złapać słabnie.Aktywował własny sharingan. Wiedział gdzie wycelować pchnięcie ostrza, jeszcze nim Itachi się w nim pojawił. Ku zdziwieniu mściciela, ostrze nie przecięło jedynie powietrza. Napotkało niewielki opór by wbić się w żywą tkankę. „Zerwałem magnekyou sharingan…?” Zastanowił się Sasuke wyrywając miecz, a na jego twarz opadły kropelki jeszcze ciepłej lepkiej krwi.
- Powinienem zabrać ci więcej –powiedział Itachi, a jego postać zaczęła się rozmywać. Mrok zaczęło przebijać światło dnia. Sasuke wracał do realnego miejsca walki. Widma wywołane przez Itachiego znikły. Obaj członkowie Akatsuki znikli. Krew na jego twarzy jednak pozostała. Skierował spojrzenie na swój miecz. Ostrze było umazane krwią. Sasuke uderzyła myśl -„skąd ta krew?”.
Do uszu Sasuke dotarły nareszcie realne odgłosy. Jednak jeszcze nie rozpoznawał ich znaczenia. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Zbiegła chciała się uwolnić i zwiać jednak ujadający głośno Akamaru nie pozwalał jej się ruszyć z miejsca. Przez co kobieta darła się wniebogłosy. Prawdopodobnie nie przepadała za psami. Kakashi wydawał jakieś polecenia, które przekrzykiwał Kiba. Ale nie rozpoznawał głosu Naruto. To niemożliwe, żeby ten młotek był teraz cicho. Uwagę Sasuke przykuła czerwień. Napodłodze leżał czarny płaszcz Akatsuki, zdobiony czerwonymi chmurami. Czerwień leniwie spełzła na szarą podłogę nabierając głębszego odcienia. To była krew. Inuzuka klęcząc koło czarnego płaszcza zasłaniał widok bezwładnego ciała broczącego krwią.Sasuke posunął się krok do przodu, aby zobaczyć oczy błękitne niczym niebo,które zdawały się gasnąć. Hatake również pochylał się nad niegdyś jego najlepszym przyjacielem. „Nie, nie, nie” – myśli Uchihy zaczęły się zapętlać.Kakashi mówił coś do niego. Ale czarnowłosy mógł teraz jedynie skupić uwagę na dłoniach Kiby, uciskających obficie krwawiącą ranę na brzuchu Naruto.
Sasuke! Ocknij się wreszcie i ruszsię do cholery! – wrzask jounina wyrwał Sasuke z odrętwienia.
Uchiha w końcu doskoczył do Naruto, sprawdzając to jak bardzo ranny Uzumaki jest. „Sam mu to zrobiłem!”, przeklął w myślach. Po raz pierwszy od śmierci rodziców, czuł się tak cholernie winny, przyglądając się zaciśniętym mocno powiekom Naruto.
* * *
Jakimś cudem i w miarę szybko,udało im się wrócić do Konohy, i szpitala, oddając blondasa pod opiekę medyków.Według Kakashiego najważniejsze było, że wykonali misję mimo komplikacji. Co nieco dziwiło Uchihę. Zwłaszcza, że doskonale słyszał wrzaski Tsunade, kiedy ta już po opatrzeniu Uzumakiego przyjmowała raport od Hatake. W dodatku Kiba z Akamaru dziwnie przyglądali się Uchiha, gdy ten zechciał zajrzeć co z Naruto. A więc jedynie wyminął salę w której leżał blondyn, udając że nic nie obchodzi go jego stan. Wyszedł na dach szpitala. Chyba będzie musiał dłużej poczekać, aż blondyn będzie sam. Już widział Irukę śpieszącego w stronę szpitala. Nie wiadomo ile osób jeszcze „przyszwęda” się, żeby sprawdzić stan Młotka. Wbrew wcześniejszemu zniechęceniu mieszkańców, Naruto był teraz osobą bardzo popularną w wiosce.
-Sasuke-kun! – błogą ciszę jakąUchiha odnalazł przerwał landrynkowaty głos Sakury. – A więc tu jesteś. Hihihi– zaśmiała się różowo-włosa. Uchiha posłał jej jedynie chłodne spojrzenie i odwrócił się do niej tyłem. Nie miał zamiaru z nią rozmawiać. Właściwie najodpowiedniejszym teraz było się zmyć.
-Sasuke –zaczęła ponownie Haruno już poważniejszym tonem. –Chodzi o Naruto, prawda? – spytała się nieco zmartwiona. – Nie myśl o tym. To nie była twoja wina. – położyła dłoń na ramieniu czarnowłosego. Przez chwilę miał ochotę zrzucić jej rękę. Ale zmiana jej tonu go zaciekawiła. – Z tego co wiem, Naruto oberwał zupełnie przypadkiem w całym tym zamieszaniu. I chyba nikt Ci tego nie mówił, ale udało ci się ranić Itachiego. – uśmiechnęła się Sakura. – Poza tym Naruto ma Kyubiego, dzięki jego chakrze szybko się z tego wyliże.
-Hm – odmruknął Sasuke przyjmując te informacje do wiadomości. Haruno jednak zmieniła się przez czas jego nieobecności. Spoważniała. Może jednak będzie w stanie ją polubić. Zdobył sięna nikły uśmiech do dziewczyny.
- Sasuke-kun, skoro to już wyjaśnione, to może wybierzemy się na randkę? – zaproponowała rozanielona dziewczyna, wracając do swojego zwyczajnego tonu i w jej mniemaniu uwodzicielsko, wachlując rzęsami.
-Nie – odpowiedział krótko Sasukei złożył jedną dłonią technikę, dzięki której zniknął z oczu Haruno w kłębkach szarego dymu. „Jednak aż tak bardzo się nie zmieniła” – pomyślał Uchicha.
* * *
Sasuke wskoczył przez otwarteokno do Sali w której leżał Naruto. Blondyn jak na jego oko nie wyglądał najlepiej. Zbyt spokojny. Jego skóra również wydawała się być bledsza. Ale z pewnością Uzumaki wyjdzie ze szpitala wcześniej niż ktokolwiek by się domyślał.Stan fizyczny młotka nie był jednak jedyną sprawą jakiej Sasuke chciał się teraz dowiedzieć. Aktywował sharingan.
* * *
Uzumaki ćwiczył. Otoczony był lasem. Ciepły wiatr poruszał gałęziami roznosząc zapach lata. W pobliskiej wiosce odbywał się jakiś festyn, co można było wywnioskować po odgłosach zabawy i niesionej przez wiatr muzyki.
- Yo! Naruto! – odezwał się Jiraya, który pojawił się znikąd. – Może już skończysz na dziś. Przydałby ci się odpoczynek – stwierdził sannin. Sam już od dłuższego czasu wypoczywał.Doskonale bawił się na festynie i był już lekko wstawiony. –Już drugą noc jesteś na nogach. Jeśli się zbytnio przeforsujesz trening pójdzie na marne.
- Heheh! Ero-sannin – zaśmiał się Naruto przerywając trening. Prawą ręką podrapał się po karku. – już się nie bawisz? – spytał.
-Można powiedzieć, że już się ubawiłem – odpowiedział Jiraya podchodząc do Uzumakiego. – Wiesz zbieranie informacji do książki wymaga wiele poświęceń. Ha ha! A kobiety z tej wioski są bardzo gorące. –uśmiechnął się srebrno-włosy. – Tak czy inaczej oboje już powinniśmy odpocząć.

-Ero-sannin! – obruszył się Naruto nadymając policzki i krzyżując ręce na piersi. – Przecież wiesz, że ja nie męczę się tak łatwo! – powiedział obrażonym tonem. – Mam w sobie demona –przy tym zdaniu głos Uzumakiego nieco zmatowiał. Opuścił ręce i wbił spojrzenie gdzieś w ziemię. Zieleń trawy już znikła pozostawiając twardy, wypalony czakrą grunt. – Nie jestem taki jak inni. – w głosie blondyna dało się wyczuć coś na kształt wyrzutu.
-Ahh! Naruto. – zagaił ponownie tonem przyjacielskiej pogawędki Jiraya – Nie jesteś jak inni i właśnie dlatego jesteś moim uczniem. Jesteś bardzo silnym shinobi.
- Nie jestem. Jestem jeszcze za słaby… – Naruto odwrócił się od sannina powracając do treningu. – Za słaby żeby sprowadzić go z powrotem. Dlatego muszę trenować.
Jiraya zmarszczył brwi wpatrując się w chłopaka. Blondyn ledwo już trzymał się na nogach. Jego ciało drżało z zmęczenia, a mimo to nadal podejmował próby treningu. Każdy miewał gorsze dni,ale to nie było w stylu Uzumakiego. Naruto podnosił się po każdej porażce z jeszcze większą motywacją, jeszcze silniejszy niż przedtem. Nie w jego stylu było użalać się nad sobą.
- Naruto… – Jiraya już ciszej i spokojniej wypowiedział imię chłopaka, kładąc mu rękę na ramieniu – Chodźmy już odpocząć.
-Nie! – chłopak odtrącił jego rękę o mało się nie przewracając. – Jeśli teraz się poddam już nigdy nie uda mi się sprowadzić Sasuke z powrotem. – krzyknął łamiącym się głosem. Jiraya ponownie złapał go za rękę i dość brutalnie szarpnął odwracając w swoją stronę.
-Dość! Jeśli nie będziesz znał umiaru, cały ten trening będzie gówno warty! – warknął już zdenerwowany postawą chłopaka srebrno-włosy. – Musisz…!- zaczął Jiraya, ale nie skończył widząc, łzy na twarzy swojego ucznia.
- Nie mogę… nie mogę Jiraya. Jeśli teraz skończę.. odpuszczę, to wszystko straci sens – posłał błagające spojrzenie do swojego sensei’a – Puść mnie! – próbował się wyszarpnąć. Ale sannin na to nie pozwolił, przez co Uzumaki jedynie stracił równowagę.
-Nie mogę, nie mogę… Ja nie chcęęę…! –Naruto już rozkleił się na dobre kiedy Jiraya przyciągnął go ku sobie.
- Naruto… – oglądanie blondyna wtakim stanie nie sprawiało sanninowi przyjemności. Nie chciał go oglądać w takim stanie. Powoli opadł na kolana obejmując blondyna ramionami.
-To mój pierwszy prawdziwy przyjaciel. Nie chcę tego tak zo.. zostawić. – łkał Naruto. Teraz już jego ciało nie tylko drżało od przemęczenia. Poruszał nim powstrzymywany szloch. –nie mogę… Sas… Sasuke.. nie chcę…!
-Ciii.. wiem, Naruto –uspokajająco gładził go po włosach. Pozwalał, aby chłopak się wypłakał. Każdy czasem musi z siebie to wyrzucić. Tulił do siebie drobne ciało, czując każdy wstrząsający nim dreszcz. – spokojnie… ciii… – Czuł smak słonych łez chłopaka,które sam nie wiedział kiedy zaczął scałowywać. Nie wiedział też kiedy własnymi wargami odnalazł usta chłopaka. Ten nie uciekał, jedynie zachęcająco rozchylił słone wargi i wczepił się mocniej w sannina. Całowali się zachłannie dłuższą chwilę. Namiętność wynikająca z przypadku, nadmiaru emocji na raz. Naruto nie przeszkadzało, że jego sensei smakował sake. Nie oponował również kiedy sannin zrzucił górne okrycie. A nawet sam pomógł mu z rozpięciem zamka własnej bluzy.
Sasuke dezaktywował sharingan tknięty dziwnym uczuciem. Nie chciał oglądać tego po raz kolejny.
* * *
Chwilę po tym Uchiha siedział w domu, wertując manuskrypty z różnymi technikami. Był wściekły, ale nie potrafił dokładnie określić powodu swojej wściekłości. Zastanawiał się nad dwiema opcjami. Mianowicie nad tym, czy denerwowało go to, że mimo ciężkiego treningu poddał się technice Itachiego i przez to zranił członka swojej drużyny, czy może przez to, iż ten zraniony członek drużyny, będąc nawet nieprzytomnym, ma w głowie tyle myśli o starym zboczeńcu. Przerzucając techniki jego wzrok nagle zatrzymał się na jednej z nich. Rozłożył zwój i uważnie przeczytał jego zawartość. Jutsu było dość trudne, ale przecież nie dla kogoś z tak wybitnego klanu jakim niegdyś był Uchiha. Nie różniło się zbytnio od techniki, której uczył się poprzednio, ale wymagało większej kumulacji chakry i dokładniejszego zapanowania nad nią. Sasuke wstał z podłogi i wyszedł z biblioteki na ogród, gdzie rozpoczął ćwiczenia. Musiał wyżyć się na czymś, a nie chcąc niepotrzebnie marnować swojej energii, postanowił nauczyć się kolejnej techniki. Słońce nieco raziło go w oczy, kiedy usiadł na drewnianej podłodze, zwieszając nogi w dół i pozwalając by stopy dotykały soczyście zielonej trawy. Jeszcze raz, dokładniej przeczytał zwój, po czym wstał i odszedł nieco od domu, zagłębiając się bardziej w ogrodzie, gdzie postanowił przejść do praktycznych ćwiczeń. Technika była podobna do poprzedniej. Mianowicie shinobi używając jej mógł przemienić się w zwierze. Jednak zwierze było większych rozmiarów niż to występuje w naturze.Zaletą tej techniki zaś była większa zdolność do kontroli nad charą oraz możliwość łączenia jej z innymi technikami.
* * *
Tak jak zapowiedziała Sakura,Naruto nie spędził za dużo czasu w szpitalu. Właściwie opuścił tę placówkę już po trzech dniach. Niekoniecznie z zgodą udzieloną przez medyków. Plotki o tej głośnej ucieczce dotarły nawet do Sasuke, który niezbyt często opuszczał mury swojej rezydencji jeśli nie było to konieczne. Niby wiedział, że powinien przeprosić blondyna. Ale z drugiej strony, gdyby ten był choć odrobinę mądrzejszy wyszedłby z wszystkiego cało. A Uchiha nie był usposobiony do przepraszania. Aby uniknąć dziwnych rozmyślań na temat swojego niegdyś najlepszego przyjaciela, całkowicie pogrążył się w nauce i ćwiczeniach nowej techniki. Mimo tych jakże pochłaniających zajęć nie mógł nie zauważyć, że Uzumaki odwiedził go kilkakrotnie. Jakkolwiek by nie próbował ukryć swojej obecności na włościach Sasuke, nie mógł uciec przed sharinganem. Lecz czarnowłosy udawał, że nie dostrzega jego obecności kontynuując trening.
Sasuke udało się już utrzymać formę czarnej pumy dłużej niż dwie godziny, bez niepotrzebnych strat chakry.Jednak to jego zdaniem nie było czymś wystarczającym. Zwłaszcza, że chciał połączyć technikę z sharinganem. Może to dlatego nie zauważył obecności Naruto do czasu, aż ten znajdował się kilka metrów od niego, kiedy jako puma wygrzewał się na progu domu.
- Ohayou draniu! Już Ci się znudziło udawanie zwierzątek domowych teges-tamteges? - zagadał odważnie Naruto. Kot wielkich rozmiarów jedynie na chwilę skierował na niego znudzone spojrzenie, po czym położył łeb na mocnych łapach.
- Co? Już Ci się nie chce ze mną gadać? – blondyn nie rezygnował z prób zwrócenia na siebie uwagi Uchihy.Zwierzę jak znudzone sapnęło przez nos. –No tak, pewnie wolisz sobie szpiegować niż po prostu spytać jak coś cię zaciekawi.
„A więc o to ci chodzi Młotku!” –pomyślał Sasuke podnosząc się na cztery łapy i „ksycząc” nieznacznie. Miał już dość tej paplaniny.
- Swoją drogą niezłe futerko,teges-tamteges. W ogóle to zaczynasz się zachowywać jak kot. A kocie żarcie też jesz? Hehehe! – zadrwił Uzumaki. Kot nieśpiesznie zeskoczył z progu mieszkania,chcąc ominąć blondyna, zanim zrobi mu krzywdę. Chcąc – nie chcąc, Uzumaki posiadał wyjątkową umiejętność irytowania Uchihy.
- Draniu, pewnie się trochę zmartwisz, ale takiemu dużemu zwierzęciu będzie o wiele trudniej szpiegować. Achyba do niczego innego ci ta technika nie jest po… – tego zdania blondyn już nie dokończył. Ponieważ czarna puma rzuciła się na niego powalając na ziemię w ułamku sekundy.
Był to trudny, a zarazem dziwny sparring.Zwierzę kontra człowiek. Nie trwał on jednak długo. Sasuke zeskoczył z blondyna, kiedy ten ni stąd ni zowąd przestał się rzucać i wpatrywał się w niego szeroko otwartymi błękitnymi oczyma. Poza tym coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Coś uwierało go w szyję. Postanowił wrócić do swojej normalnej formy.Tylko, że… Nie mógł.
Zwrócił wściekłe i może nieco spanikowane spojrzenie na blondyna, który przyglądał się mu wstrzymując oddech.Po chwili Naruto ryknął śmiechem.
- Hahahaha! Wpadłeś! Teraz Cię mam!– zaśmiał się Uzumaki, dosłownie tarzając się ze śmiechu w miejscu, gdzie przed chwilą przewrócił go Sasuke. Uchiha już szykował się do ponownego skoku, kiedy Naruto nagle przestał się śmiać i wyciągnął w jego stronę dłoń.
- Stój! Jeśli mnie teraz zabijesz,nigdy nie pozbędziesz się obroży z pieczęcią! – krzyknął całkiem poważnym tonem. Zaraz jednak uśmiechnął się szeroko pokazując szereg białych ząbków –Teraz dowiesz się na własnej skórze, że nie warto zadzierać z przyszłym Hokage, Uzumaki Naruto!
C.D.N.
by Api & N

Gładkość sierści [Part IV]

Gładkość sierści
Rozdział IV
„Tymczasowa drużyna”

Sasuke poczuł chłód wiatru, który wpadał do jego sypialni przez niedomknięte okno. Często zostawiał je uchylone na noc, by pokój był wypełniony świeżym powietrzem. W takich przypadkach zawsze zamykał je nad ranem, lecz teraz jakoś nie miał chęci. Tsunade wyraźnie mu powiedziała, że w najbliższym czasie nie ma dla niego żadnej misji.Więc wstawanie przed słońcem było zbędne. Sasuke nienawidził co prawda braku dyscypliny, ale jak mógł wstawać, kiedy było mu tak miło bez wstawania do okna? „Dość tych beznadziejnych rozmyślań”- mruknął niewyraźnie, bardziej naciągnął na siebie kołdrę i wtulił się w źródło największego ciepła. Co było tym ciepłem?- nad tym również wolał się nie zastanawiać. Ważne, że było przyjemnie ciepłe. Mile też pachniało.Uchiha nigdy by się do tego nie przyznał, ale lubił ten zapach, który właśnie docierał do jego nozdrzy. Zapach jakby cynamonu. Kształt leżący pod Sasuke nie tylko przyjemnie pachniał i emanował ciepłem, ale też przyjemnie chuchał na jego szyję. „Zaraz, zaraz”- odezwał się głosik w głowie Uchihy, ale chęć snu przejęła prowadzenie i chłopak poddał się przyjemnej ciemności…
„Może jednak to nie jest sen? To musi być snem.”- postanowił wmyśli Uchiha. Raczej nie zdarzało mu się leżeć na przyjemnej kształtem osobie. Na jakiejkolwiek osobie. A już na pewno by o tym pamiętał.Jeśli zaś nie przypominał sobie o czymś takim, a to ciepłe ciało nadal znajdowało się pod nim, to… To musiał być sen. Przesunął ręką po długiej, zgrabnej nodze, z całą pewnością nie należącej do niego. Jej skóra była gładka i przyjemna w dotyku. Poruszył głową pozbywając się łaskoczących kosmyków z policzka, przy czym otarł się o policzek kogoś innego. Co wywołało również niewyraźne mruknięcie, które nie należało do Uchihy. Tego było już za wiele, by Sasuke nadal przekonywał się, że śpi. Otworzył oczy. To co ujrzał przeszło jego najgorsze oczekiwania.Osobą przy, której się obudził był Młotek. W natychmiastowym tempie wyskoczył z łóżka. „Co to w ogóle ma być!?”- pomyślał. „Ale jak!? To, że Uzumaki jest gejem, to słyszałem, a nawet widziałem. Ale ja!?”Odruchowo spojrzał w dół. Był ubrany.
-Uff…- odetchnął. Właściwie to już sobie przypominał. Młotek wciągnął wczoraj do swojego mieszkania kota, którym był Sasuke. A że kot nie opuścił jego mieszkania, tylko zasnął, gdy ten go głaskał, to i Uchiha musiał obudzić się w łóżku z Uzumaki’m. „Dobrze, że ten Młotek ma mocny sen”- zażartował w myśli Sasuke- „Inaczej musiałbym się nieźle po tej pobudce tłumaczyć”. Naruto spał w najlepsze mimo, że przed chwilą z jego łóżka wyskoczył jak oparzony najprzystojniejszy i najbardziej pożądany chłopak w Konoha.
Uchiha spojrzał się jeszcze raz na Młotka. Ten jak zwykle w nocy miał na głowię tę idiotyczną czapkę wyglądającą jak panda. Blond włosy sterczały spod niej we wszystkie strony. Nie wyglądał w niej jak ninja.Wyglądał jak idiota. Idiota o opalonej skórze, smukłym ciele i z koszulką odsłaniającą gładki umięśniony brzuch. Chociaż może pieczęć demona znajdująca się na tym brzuchu przypominała o tym jak niebezpiecznym przeciwnikiem mógł być blondas. Jeśli już popatrzało się na pieczęć, oczy same powędrowały do policzków oznaczonych lisimi znamionami. Od policzków okrytych cieniem rzęs spojrzenie przesunęło się na lekko rozchylone wilgotne wargi. Z pomiędzy nich wyciekała stróżka śliny, co znowu przypomniało, że to idiota. Sasuke pochylił się nad młotkiem i przykrył kołdrą, którą przed chwilą sam z niego przez nieuwagę ściągnął. Wykonał odpowiednią technikę i ponownie przemienił się w kota. Wskoczył na parapet okna i opuścił mieszkanie. O wiele bezpieczniejszym było zebranie się do domu niż oglądanie Uzumakiego.Zwłaszcza po tym co oglądał wczoraj.
* * *
Zaczynało się robić coraz jaśniej. Droga powoli przestawała się chwiać. Może wkrótce i reszta świata stanie w miejscu,tak jak być powinno. No dobra. Tylko żeby jeszcze przestała go głowa boleć. Lecz to było by już chyba za dużo dobrego dla Żabiego-sannina.Właśnie wracał z kolejnej misji pisarskiej, dobrze zakrapianej sake w dużych ilościach. Jeszcze tylko pięć dni i powinien oddać ją w ręce wydawcy. Niestety wszyscy fani „Icha Icha Paradise” będą zmuszeni poczekać. Poczekać aż piekący ból przestanie rozsadzać pisarzowi czaszkę. Pięć dni, a Jiraya nie napisał nawet połowy książki. Świat nagle zachwiał się ogromnie. Na całe szczęście Sennin zdążył się złapać poręczy od schodów. Właśnie dotarł do swojego mieszkania. Gdy już zdołał się uporać ze znalezieniem kluczy i umieszczeniem ich w zamku powrócił do swych przemyśleń. Choć ich tok nieco się zmienił.”Powinienem dać już spokój temu dzieciakowi”- westchnął, udało mu się przekręcić klucz. Zadziwiające, że dla ninja z taką siłą jaką Sannin posiadał, ta czynność mogła się wydawać trudną. A jednak sake robiła swoje.
Pchnął drzwi i wtoczył się do mieszkania. Następnie przemierzył korytarz opierając się o ścianę. Drzwi zatrzasnęły się same. Sannin już nie wiedział czy wyjął klucze z zamka i zabrał je ze sobą. Wszedł do łazienki. Zimna woda powinna go nieco ocucić. Tak też się stało.
-Cholera jasna!- zaklął.- Piorun by strzelił…- zaczął zrzucać z siebie mokre już ubranie.
Po co się w ogóle zaczął dobierać do tego dzieciaka?- tego nie wiedział. Rozumiał jedynie, że powinien się z tego jak najszybciej wykręcić. Mógłby przecież być jego ojcem. Ojcem?! Ba! Nawet dziadkiem!To było zupełnie nieuczciwe w stosunku do blondasa. Naruto od zawsze poszukiwał akceptacji… Miłości.. A czy Jiraya coś z tego mu dawał? To wszystko jedynie było złudzeniem. Złudzeniem, które sprawiało, że Naruto nie czuł się samotny i niechciany. A Jiraya? Jiraya miał przy sobie ponownie swego najdroższego ucznia. A właściwie jego część. Lecz mimo podobieństwa w wyglądzie, zachowaniu, a nawet w barwie głosu, nie był to już Yellow-flasch. I właśnie dlatego ta sytuacja była chora.Sannin nie mógł już dłużej przymykać na to oczu. Nawet Tsunade dawała mu sygnały, że wie i uważa to za „nie w porządku” wobec Naruto.
Wyszedł z łazienki nie dokręcając wody pod prysznicem- A niech se kapie- burknął. Przewrócił się na łóżko. Odwrócił na plecy i zakrył ręką oczy. Promienie słońca już zaczynały przedzierać się przez okna.
Nigdy nie potrafił dokańczać takich spraw. Wobec tego również nie powiadomił Uzumakiego o planowanej na jutro podróży. Będzie to długa podróż. Bardzo długa, odpowiednia by pewne sprawy zdążyły się same ułożyć.
* * *
-Hehe! Kogo ja widzę?! Naruto! Stary co żeś taki zmarnowany?!- Wrzasnęło coś do ucha blondasa, tak, że o mały włos, a bysię przewrócił. Dodatkowo to „przewrócenie się” ułatwiał”przyjacielski” gest poklepywania go po plecach przez Inuzuk’ę.
-Kiba! Wariacie!- zaśmiał się Naruto, wyprostowując się jakoś.- U mnie wszystko gra. Idę na trening! Hehehehe!
-Taak?! To fajnie! Zobaczysz jak trenują prawdziwi ninja. Tsunade-sama kazała mi tu przyjść na trening z jakimś jounin’em i resztą drużyny wyznaczonej do misji kategorii A!- Zaśmiał się Kiba dumnie wypinając pierś, że to jemu, a nie Naruto trafiła się taka fucha. Blondyn jednak zamiast się zasmucić uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-To ty będziesz miał okazję potrenować z wyjątkowo silnym ninja i przyszłym hokage! Niah! Niah! Niah!- roześmiał się blondas, gdy ujrzał jak Kibie rzednie mina.
-Ja nie widzę nic śmiesznego w tym, że będę musiał trenować w towarzystwie takich dwóch „wrzaskunów” jak wy.-salwę śmiechu blondyna przerwał chłodny ton głosu Sasuke. To nieoczekiwane wypowiedzenie swojego zdania i pojawienie się znikąd chłopaka sprawiło, że Naruto i Kiba się wzdrygnęli.
-Sasuke yo!!! Draniu! Jak możesz tak ni z tego, ni z tamtego wyskakiwać i straszyć ludzi?!- Naruto zaczął wywrzaskiwać swoje pretensje do Uchihy wymachując energicznie rękami. Kiba zaś wytrzeszczył się nieco i zaczął podśmiewać z zaczynającej się kłótni,zasłaniając usta dłonią. „Oni z tego nigdy nie wyrosną”- pomyślał.
-Hokage, a nawet zwykły ninja z wioski ninja nie powinien się wystraszyć czegoś takiego. Ninja już dawno zauważyłby, że stoję tu odpięciu minut.- powiedział Sasuke z wyrazem kpiny na twarzy.
-Draniu! Ja wcale się nie wystraszyłem! Tylko tak powiedziałem!- zaczął się wrzaskliwie tłumaczyć blondas.
-Tak, jasne.- uśmiechnął się lekko Sasuke. Kiba przestał się śmiać. „Uchiha jest chory, czy jak? Może zjadł coś niezdrowego, że się krzywi?”- pomyślał wmurowany Kiba. Wyraz twarzy Naruto również wskazywał na dezorientację.
-Ekhem!- odchrząknął Sasuke, a uśmiech zniknął z jego twarzy.Zmarszczył brwi, przybierając wyraz niezadowolenia. Sam nie wiedział co się stało, że pozwolił sobie na uśmiech. Jeszcze sobie przez to Młotek pomyśli, że lubi się z nim drażnić.- Czekam na Kakashi’ego- zaczął znów chłodnym tonem.- Tsunade-sama powinna wiedzieć, że ten teren jest przeznaczony na mój trening. Więc wasza obecność jest tutaj zbędna.-zmierzył towarzyszy rozmowy zimnym spojrzeniem. Tak, że i Naruto i Kiba naprawdę poczuli się tu zbędni. Nawet Akamaru pisnął cicho.
-Nie wydaje mi się…- oczy wszystkich zwróciły się na jounin’a, którego znudzony głos rozładował atmosferę.
-Kakashi-sensei!- wrzasnął Naruto na przywitanie nauczyciela ponownie się szczerząc. Kiba wypuścił z ulgą powietrze, a Sasuke teatralnie wywrócił oczami.
-Ohayo Naruto- Hatake uśmiechnął się lekko pod maską.- Kiba, Sasuke…- tu odczekał chwilę by wszystkie spojrzenia skierowały się na niego.- Wy wszyscy wchodzicie w skład drużyny, która zająć się będzie miała bardzo trudną i ważną misją. Lecz nie będzie to misja kategorii A. Będzie to misja kategorii S. – Dzisiejszy, jutrzejszy i z resztą całotygodniowy trening opierać sie będzie przede wszystkim na wysiłku umysłowym.- rzekł spokojnie sensei.
- COOO??!!! Jak to? To nie będziesz nas uczyć nowych technik?!! – krzyknął wzburzony Naruto.
- Głupol… – burknął po cichu Sasuke.
- Co powiedziałeś draniuuuu??!!!
-Nic – skłamał Uchiha. „Niby czemu teraz kłamię? Kurcze co się dzieje zemną? Ach, po prostu nie chcę przedłużać tego idiotycznego treningu.”
- Przejdźmy więc do szczegółów – Rzekł sensei i przeszedł do tłumaczenia celów tygodniowych ćwiczeń…
* * *
Godzinę później:
-Mwahahahaha!!! Ale będzie jazda! – Śmiał się wniebogłosy Kiba. -Zobaczymy kto nie wytrzyma i co nam ujawni Ahahahah!!! No chyba, że będzie tak dobry w utrzymywaniu swoich myśli lub…. W OGÓLE NIE MYŚLI!!! BUHAHAHHAHAA!!!
- Czemu mówiąc „w ogóle nie myśli” patrzyłeś na mnie? Co??!!. Chcesz zarobić??!! – krzyknął blondas i bez czekania na odpowiedź rzucił się na Inuzukę.
Takjak Kakashi myślał. Nie łatwo będzie ich uczyć przez ten tydzień. Nie wiedział czym kierowała się Tsunade, żeby umieścić w jednej grupie tych troje, ale był pewien, że popełniła wielki błąd…
„Heh… nie jest łatwo” -pomyślał Sasuke – „Trzeba nieźle się namęczyć, żeby nikt nie usłyszał czegoś czego nie powinien… jest trudniej niż myślałem.”
- Gadaj draniu co zrobiłeś z moim kotem??!!!
- Nic z nim nie zrobiłem.
- Nie kłam! Widziałeś go!!! Jeśli nie wróci dzisiaj na noc to przyjdę i ci skopię dupę!!!!
- No to co, że widziałem? Może to nawet nie był Twój kot młotku? Pełno jest czarnych kotów.
„Mogłem się wtedy nie przeglądać w lustrze, dobrze, że nie zauważył mojego domu”
-No, koniec przerwy, ćwiczymy dalej! – zawołał Kakashi i wszyscy chcąc czy nie chcąc powrócili do treningu. Ćwiczenia miały na celu umożliwić na pewien czas dostęp do umysłu innej osoby, co pozwalało na bezpieczne kontaktowanie się z innymi ninja podczas jakiejś ważnej i niebezpiecznej misji. Niestety wyszkolenie Naruto, Sasuke i Kiby było bardzo czasochłonne i dość trudne. Nie obeszło się bez bójek i innych takich, ponieważ ktoś sobie pomyślał coś nie właściwego w nie właściwej chwili. Jak na przykład Naruto, któremu przez myśl przemknął Ramen, a Kiba wychwyciwszy to, nie omieszkał skomentować, że Uzumakiemu tylko ramen w głowie, więc nie dziwi się czemu jest taki głupi i powinien iść na kucharza a nie ninja. Kakashi musiał zwolnić ich z treningu szybciej niż myślał, ponieważ blondyn i jego ulubiony ramen sprawił, że po jakimś czasie pozostali zaczęli myśleć o jedzeniu. Nie widząc sensu w dalszym męczeniu główek swoich uczniów, nakazał im wracać do domu i jutrzejszego dnia przyjść na trening najedzonym, po czym sam poszedł coś zjeść.
* * *
- No tak, jak myślałem, nie udało mi się was nauczyć jeszcze jednej techniki, która będzie nam potrzebna przy tej misji.
- Teraz nam to mówisz sensei?? – pisnął blondas.
- To twoja wina Naruto, bo przez większość treningu myślałeś jedynie o żarciu. – rzucił bezwiednie Inuzuka.
- No pewnie, moja wina?! I niby też ja przez pozostałą część treningu myślałem o spacerku z Akamaru?
-Spokój głupki. – burknął Sasuke, przez co Inuzuka i Uzumaki spojrzeli się na niego gniewnie i z chęcią wytknięcia mu jakiegoś niedociągnięcia. Zrezygnowali jednak prawie natychmiast, ponieważ Uchiha jedynie raz i tylko na początku treningu pomyślał o kocie.
- Jeśli już skończyliście to zaprezentuję wam technikę, którą jesteście zmuszeni nauczyć się w tej chwili. – Mówiąc to, sensei wykonał powoli i dokładnie, tak aby każdy zauważył, pewne ruchy dłońmi.”Skądś to znam” – pomyślał Sasuke, a po chwili wiedział już, czemu technika wydaje mu się tak dziwnie znajoma. Kakashi z cichym trzaskiem zmienił się w szarego psa.
- Też tak potrafię – rzekł z uśmieszkiem Kiba.
- Ja również nie będę miał z tym problemów. – dopowiedział Uchiha.
- … ja… ja… NO PEWNIE, ŻE TO POTRAFIĘ! – skończył Uzumaki. „O kurka! Mam nadzieję, że mi wyjdzie.”
- BUHAHAHAHAH!!! Nie potrafisz!! Nie potrafisz!!! – Zaczął chorobliwie śmiać się i wskazywać na blondyna Kiba.
- C… CO?? Kiba ty durniu!! Jak śmiesz czytać moje myśli!!!
- Przecież działa technika młotku.
- ‘No to skoro potraficie to dalej.’ – pomyślał Kakashi, a jego myśli dotarły do głów uczniów.
Uzumakiemu udało się za pierwszym razem, było nawet łatwiejsze niż”bunshin no jutsu”. Po chwili blondas rozejrzał się dookoła, aby zobaczyć jakie postacie przybrali Uchiha i Inuzuka, ale tych nie byłojuż widać, pobiegł więc za głosem sensei’a.
Wybiegając z lasu jako rudy lis, zauważył swoje czarne kocisko, którosiedziało właśnie przed celem misji i wpatrywało się w wielką posesję.”Hę?? Co tu robi mój kot? Ej kocie, kurczę, pewnie się mnie przestraszy.” Kot natomiast powoli odwrócił wzrok na wybiegającego z lasu rudzielca. Spojrzenie niespieszne i chłodne.
- „Nie rób zamieszania młotku.”
-”Co? Gdzie jesteś draniu?” oO – Uzumaki rozglądał się w koło lecz nigdzie nie widział Sasuke. „Z resztą jak miałbym go zobaczyć skoro nawet nie wiem jaką przybrał postać”
- „Jaki z Ciebie idiota Naruto!” – Wtrącił się Kiba
- „Idiota?! Ze mnie!?! Sam jesteś idiota!!! >o<
- „Taaak? A kto siedzi gapiąc się na Uchihę i mówi, że go nie widzi? Ha! I tu cię mam!!!”
- „Co? Na kogo? Gdzie? Że niby tu i teraz (jak to brzmi xD – dop. Ash)?Że niby kot? Mój kot? Mój Sas… AAAAAA!!! Ty draniu!!!” – Gdy Naruciak wreszcie doszedł do wniosku, że jego kot to był Uchiha, postanowił dać mu wycisk. Lis skoczył w stronę czarnego kociska gdy nagle… kocur zwinnie uskoczył na pobliskie drzewo. W skutek tego rudzielec zarył pyszczkiem w pień.
- „Auu… Jeszcze Cię dopadnę draniu! Zabraniam Ci więcej do mnie przychodzić!!”
-”Pewnie, nie mam zamiaru i tak widziałem już za dużo, nawet teraz robi mi się słabo.” – Odparował Sasuke najspokojniejszym, a za razem najchłodniejszym tonem.
- „Koniec kłótni HOŁOTO!!!” – głos Kakashi’ego był tak ostry, że nikt nie miał nawet zamiaru protestować. – „Sprawy osobiste będziecie załatwiać po misji! A teraz ruszyć się! Nasz cel jest już na miejscu!”
* * *
Posiadłość była duża i dobrze pilnowana, ale to nie stanowiło żadnej przeszkody dla tymczasowej drużyny Hatake. Tym bardziej, iż składała się ona jak na razie z dwóch psów, lisa i kota, pod postaciami, których oczywiście ukrywali się jego uczniowie. Wracając jednak do misji, mieli oni pojmać zbiegłego ninja. Zlokalizowanie celu było łatwe, gdyż zbieg uwielbiał otaczać się luksusem, a ktoś możny nie umknie uwadze mieszkańców pobliskiej wsi. Tak więc byli teraz o krok od wykonania misji. Wszystko szło po ich myśli.
- „To ona” – podpowiedział sensei. Oczy wszystkich skupiły się na młodej kobiecie, która przekroczyła próg pokoju w którym znajdowali się Uchiha i Uzumaki. Naruto ukrył się pod komodą, pod którą nie było go widać, tak bynajmniej myślał. Sasuke natomiast wcisnął się między dwa regały ze zwojami. Kobieta niespiesznie podążała w stronę krzesła rzeźbionego na podobieństwo tronu, gdy nagle jej uwagę przykuła dziwna futrzasta kita wystająca spod komody.
- „Naruto młocie! Ogon!!” – syknął Sasuke.
- „Co? Jaki ogon? Nie nazywaj mnie młotkiem DRANIU!!”
- „Twój ogon! TWÓJ!”
-”Co ty gadasz?!? Przegrzało ci się we łbie, czy ja..k?” – W tym momencie blondyn dostrzegł, że kobieta zbliża się w jego stronę, a jej wzrok skupiony jest na lisim ogonie wystającym spod komody, na jego ogonie. Gdy zbiegła chciała sięgnąć po kitę, coś lekko uderzyło ją w nogi. Zdezorientowana odwróciła się i zapominając o rudym futrze, całą swoją uwagę poświęciła czarnemu kocurkowi, który domagając się jej atencji, ocierał się o jej nogi („Zostałem do tego zmuszony! W normalnej sytuacji nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego!! – dop. Sasuke).
- A skąd się tu wziąłeś sierściuchu? – powiedziała kobieta i podniosła kota na wysokość oczu. Sasuke miał wielką ochotę wydrapać jej oczy. Nie lubił gdy ktoś patrzył na niego tak jakby chciał go wzrokiem przewiercić na wylot. Opanował się jednak, wiedząc, że cała misja poszła by się bujać i to przez niego, a na to nie mógł sobie pozwolić.
Naruto obserwował całą sytuację spod komody. „Głupi Uchiha! Zawsze wszystko zrobi jak należy” – pomyślał.
- „Wszystko słyszę młotku! Gdyby nie ja, to już byś był jakąś wymyślną czapką!”
- „Spokojnie moi ninja, nadchodzą goście. Nerwy na wodzach, to szczególnie tyczy się ciebie Sasuke.” Ostrzegł sensei.
Gdy Kakashi zamilkł do pokoju, w którym znajdowali się Naruto i Sasuke,wkroczyło dwóch mężczyzn ubranych w czarne płaszcze z wyszywanymi czerwonymi chmurami. Sierść zjeżyła się na kocim grzbiecie, a pazury wbiły się mocniej w udo kobiety, ta jednak nie zwróciła na to uwagi,całą poświęciła przybyszom.
- „Siedź spokojnie draniu!” -zawarczał Naruto, jednak Uchiha zdawał się tego nie słyszeć.
- Panowie. – Powitała ich gospodyni, wstając i zdejmując kota z kolan. – Przejdźmy do salonu. Tamci bez słowa ruszyli za nią.
C.D.N.
by Api & N

Gładkość sierści [part III]

Gładkość sierści
Rozdział III
„Nie chcę na to patrzeć!”

Jak już wyżej było napisane, w domu Uzumakiego rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Naruto zdjął kota z kolan i nadal niosąc w go w rękach poszedł otworzyć drzwi. Za drzwiami stał wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna o białych włosach. Blondas wyszczerzył się do niego odruchowo i otworzył szerzej drzwi.
-Właź Jiraya zboczeńcu!
-Mógłbyś tak nie wrzeszczeć szczeniaku- warknął sannin, mimo słów również się uśmiechając i wchodząc do mieszkania. – wziąłeś do domu ten pchliworek?
-Nie nazywaj go tak, bo zrozumie i Cię za to podrapie!- Naruto pogłaskał kota pod brodą, wytykając język do Jiray’i. Kot mimowolnie zaczął mruczeć pod wpływem tej pieszczoty („WTF?!?”- przyszło Sasuke przez myśl).
-Eee tam! Gadanie!- prychnął Ero-sannin.- Mam dla Ciebie kilka interesujących technik Naruto.
Naruto i Jiraya przeszli do jednego z pokoi niewielkiego mieszkanka jakim Uzumaki dysponował i odgarniając nieco bałagan rozłożyli zwoje z technikami na podłodze.
-Mógłbyś czasem tu posprzątać- mruknął starszy z mężczyzn.
-I tak by się zrobił bałagan, więc mi się nie chce!- Naruto:”Wyszczerz No Jutsu”
-Baka- stwierdził sannin i poczochrał blond kudły. Naruto przymrużył oczy i pogłaskał kota.
Kot tymczasem stwierdził, że ludzie przesadzają z tymi plotkami, lecz coś munie pasowało w tym, że ręka Ero-sannina zsunęła się na kark młotka. Jiraya pochylił się w stronę Naruto i liznął go po szyi. „Co za młot!!”-pomyślał kot, gdy jedyna reakcją blondasa był głupkowaty chichot i odwrócenie twarzy w stronę sannina. Gdy język Jiray’i wtargnął do ust blondasa, kotu aż zjeżyła się sierść na grzbiecie. Nie mógł po prostu zebrać myśli, gdy obserwował tę scenę. Nie miał ochoty na to patrzeć, ale też nie chciał by coś w ogóle się działo. Nie zastanawiając się nad tym skąd u niego takie myśli rzucił się na pasmo białych włosów, które osunęły się na koszulkę Uzumakiego.
-Kiaaa!!!- wrzasnęli obaj mężczyźni jednocześnie odskakując od siebie. Naruto, bo kot wbił w niego pazury, a Jiraya, gdyż przy tej czynności kotek nie zapomniał, by przejechać mu tymi pazurami po policzku.
-Co Ci odbiło kocie?!- spytał Naruto odsuwając kota i patrząc się na niego pytająco.
Kot tylko zamachał nerwowo ogonem.
-Nie powinieneś brać do domu tego zapchlonego kociska- warknął Jiraya patrząc na kota mściwie.
-Ej, no! Przecież on się tylko chciał pobawić- odpowiedział Naruto stawiając kota z powrotem na podłodze i zaczął jeździć po niej palcem nakłaniając kota do dalszej zabawy.
„Baka”- pomyślał kot i złapał dłoń Uzumakiego wbijając w nią pazury. Naruto z wrzaskiem cofnął rękę i ponownie zaatakował kota pociągając go za futerko.
-Skąd wiesz, że to kocur?- spytał się Jiraya podnosząc kotu ogon.Uchiha nie mogąc znieść tej zniewagi uciekł na fotel stojący w drugim końcu pokoju.
-Kocur- stwierdził Jiraya- i to jakiś dziwny.
-Teges-tamteges, koty już takie są- stwierdził Naruto, po czym zaczął czytać jeden ze zwojów.
Uzumaki i Ero-sannin ponownie zajęli się studiowaniem technik, a kot rozłożył się na fotelu lekko przysypiając. Z tego letargu rozbudził go odgłos jaki wydał zwój toczący się po podłodze. Koci pyszczek nabrał wyrazu Flemena*,gdy odwrócił wzrok w stronę Naruto, którego ręce znajdowały się na plecach Jiray’i. Nie było by może i nic złego w tym fakcie, gdyby młotek nie leżał na podłodze, a sannin nie ściągał by mu koszulki całując lisią pieczęć.
Sierść ponownie mu się zjeżyła, kocie ciało przeszły dreszcze (sannin pozbył się koszulki Uzumakiego, a ten przyciągnął jego twarz do własnej). Kocie myśli się już zupełnie poplątały: „Co robić?! Co robić?! Trzeba to jak najszybciej przerwać! Aż mi się niedobrze robi od tego widoku. Tak! To jest myśl! Tylko trzeba się zmusić” Kot zaczął wydawać z siebie odgłosy krztuszenia się.
-Co mu jest?- Naruto słysząc te dziwne odgłosy zaprzestał czynności zdejmowania kimona Ero-sannina i wyjrzał znad jego ramienia.
-Tylko kaszle, nie zwracaj uwagi.- rzekł zniecierpliwiony Jirayai odciągając uwagę blondasa od kota, przesuwając językiem po małżowinie jego ucha.
Lecz kot miał inne plany niż kaszel i zwrócił w miejscu w którym siedział całe wypite w kuchni Uzumakiego mleko i parę innych rzeczy. Ten występek całkowicie zniszczył klimat jaki stworzyli sobie Naruto i Jiraya.
* * *
-Biedny kotek – powiedział bardziej do siebie niż do kota blondas, wynosząc zwrócony posiłek Sasuke do śmietnika. Zdaje się jednak, że Jiraya uważał inaczej. Bowiem kiedy tylko odprowadził Uzumakiego wzrokiem do drzwi, zwrócił spojrzenie w stronę kota. Przy czym jego powieki złowrogo się przymknęły. Ruszył w stronę kota z złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Sasuke zdał sobie sprawę, że znalazł się właśnie w nieciekawej sytuacji. Szybko zeskoczył z fotela chcąc czmychnąć do kuchni gdzie zapewne znajdował się Naruto. Niezbyt szczęśliwie dla Uchihy, Jiraya nie na darmo szczycił się mianem legendarnego sannina, a więc bez problemu złapał kota. Co prawda przygwoździł go do podłogi prawie, że przed drzwiami od pokoju. „Kussoo… Prawie połamał mi kości”- pomyślał kot. Sannin zaś podniósł go za pokrytą futerkiem skórę na kocim karku i wyciągniętego przed siebie na całą odległość ręki zaniósł w stronę okna. Kot nie miauczał jedynie dlatego, iż jeszcze nie mógł złapać oddechu po pochwyceniu przez oprawcę. Srebrno-włosy otwierał już okno. Sasuke zdawał sobie sprawę, że jedynie Uzumaki może go uratować, więc zebrał się w sobie (obiecując sobie solennie, że już nigdy nie wpakuje się w taką kabałę) i wydał z siebie głośnie, rozpaczliwe miauknięcie, jednocześnie usiłując podrapać trzymającą go rękę. To był błąd.
-Gyaaah!- krzyknął Jiraya rozprostowując palce i wypuszczając kota za oknem.
-Co jest! – odpowiedział krzykiem Naruto wpadając do pokoju niczym burza. Jednak zdążył jedynie zauważyć czarną plamkę śmigającą w dół za oknem. – Nie! Kot!- krzyknął rzucając się do okna. Spojrzał w dół. Jednak na dole nie było ani śladu kota.
-To kot, one zawsze spadają na 4 łapy – powiedział sannin wzruszając ramionami. Naruto nadął policzki ze złości.
-Ale moje mieszkanie jest na piętrze…
-Gdyby coś mu się stało, leżałby pod oknem, a widzisz nie ma ani śladu po kocie- Jiraya odsunął blondasa zamykając okno – Wielka mi rzecz.
-Eshh – westchnął Uzumaki i odszedł w głąb pokoju.
„Usuratonkachi” – pomyślał Sasuke wspinając się po ścianie. „Ja tu bronię Twojego tyłka i to dosłownie, a Ty wcale mi nie pomagasz”. Czarnemu kotu udało się wreszcie wspiąć na odpowiedni parapet. „Kuso! Zamknęli okno” – pomyślał kot, nieźle już wkurzony przyciskając pyszczek do szyby. Jak zauważył młotek powrócił do studiowania zwojów, a Żabi-sannin uzupełniał swoją czarkę sake.
-Yo! Naruto – zaczął Jiraya – może też się napijesz. W końcu już jesteś pełnoletni. – podszedł do blondasa i usiadł na podłodze koło niego.
-Ero-sanin, to sake i podglądanie babek to twoje ulubione zajęcia, nie moje! -Uzumaki wytknął język do swojego mentora jak zwykle przy tym mrużąc oczy. – zostanę Hokage, a do tego bardziej przydałoby mi się, gdybyś nauczył mnie paru technik, a nie dawał pić sake teges-tamteges.
-Taa… Pokaż co tam masz – mruknął sanin zaglądając w zwój przez ramię Naruto.
”Heh…” – westchnął w myśli kot – „i co ja tu właściwie robię? Powinienem wracać do domu” Już miał odwrócić się by zeskoczyć z parapetu, kiedy ponownie usłyszał odgłos zwoju toczącego się po podłodze. Wbił spojrzenie w szybę za którą srebrno-włosy dosłownie wkładał Uzumakiemu język do gardła. „Usuratonkachi” Sasuke postanowił wbić spojrzenie w Młotka do czasu aż ten się opamięta. Jednak na to wcale się nie zapowiadało. Co prawda Naruto odsunął swoją twarz od twarzy sannina, jednak nie dlatego że chciał skończyć. Blondas przesunął spojrzeniem po twarzy Jirayi, jakby czegoś szukając. Żadna zmiana w wyrazie twarzy blondyna nie zdradziła czy odnalazł to czego szukał. Przymknął oczy i delikatnie musnął jego wargi własnymi, jednocześnie zsuwając okrycie z ramion Jirayi. Wyjątkowo męskie dłonie starszego z mężczyzn, gdy wyplątały się z zsuniętego ubrania, objęły Uzumakiego w pasie wsuwając się pod czarną koszulkę. Naruto skrzyżowawszy dłonie złapał za krawędzie swojej koszulki u dołu i ściągnął ją przez głowę. Gdy odrzucał ją gdzieś w kąt pokoju zwinne dłonie przesunęły się po jego klatce piersiowej. Jiraya pochylił się nad nim wpijając po raz kolejny w jego usta. Przesunął wilgotnymi, ciepłymi wargami po jego szyi. Dłonie zsunęły się po jego bokach zahaczając kciukami o różowiejące sutki blondasa. Na co Naruto jęknął cicho uchylając lekko powieki i odginając ciało w tył, całkowicie opierając się na dłoniach sannina, które trzymały go w pasie. Wyciągając się schwycił się krawędzi stojącego w pobliżu łóżka. Srebrne długie włosy łaskotały drażniły jego skórę.
-Ngha..! – jęknął blondyn kiedy język Jirayi zaczął zataczać kółka po jego podbrzuszu. Błękitne oczy skrzyżowały spojrzenie z nadzwyczaj inteligentnymi czarnymi oczyma zwierzęcia które usilnie wpatrywało się w niego przez szybę. Naruto znieruchomiał. A więc i Jirayia zaprzestał czynności dręczenia ciała Uzumakiego.
-Co? – spytał niezbyt mądrze wbijając lekko zaniepokojone spojrzenie w twarz Naruto, który patrzył gdzieś za siebie przez poręcze łóżka, odchylając głowę do tyłu. Sannin lewą dłonią powoli opuścił ciało Uzumakiego na podłogę, prawą zaś rozpiął jego spodnie.
-Kot – odpowiedział blondyn nadal się nie poruszając. Jirajia znowu uniósł biodra Naruto wyżej prawą ręką zaczynając zsuwać mu spodnie. – On patrzy… mm..! khah.. – wyjęczał Naruto nadal niechętny do współpracy, mimo że sannin już przesuwał językiem po jego członku. Na policzkach Naruto wykwitły niewielkie rumieńce. Zwrócił twarz w stronę sannina – Przestań. Nie mogę kiedy on patrzy. – Jiraya objął wargami główkę penisa Naruto, zataczając na niej kółka językiem – Ah! – jęknął Naruto odsuwając twarz sannina od swojego krocza.
– Eshh. Naruto, to tylko kot. – powiedział lekko zniecierpliwionym tonem sannin. Chwytając prawą dłonią, za nadgarstek Naruto który przed chwilą go od siebie odepchnął. – A zresztą jak chce to niech patrzy – powiedział unosząc kącik warg i wbijając spojrzenie w kota. Coś mu podpowiadało, że nie jest to zwykłe zwierze. Ale szczerze teraz nie bardzo go to obchodziło. Pociągnął Uzumakiego za rękę odwracając tyłem do siebie. Przy czym wykręcił blondynowi rękę zmuszając go do wygięcia tułowia w łuk. Dzięki czemu miał doskonały widok na zgrabne pośladki Uzumakiego. Lewą dłonią przesunął po piersi blondyna. Pochylił się nad nim i przesunął językiem po małżowinie ucha chłopaka. – Zresztą powinieneś być teraz zajęty czym innym niż kotem. – mruknął mu w ucho, a następnie delikatnie schwycił je zębami. Dłoń zsunęła się na członek chłopaka. Zaciskając lekko palce zaczął poruszać dłonią. Uzumaki jęknął coś niewyraźnie. Sannin otarł się biodrami o jego pośladki. – Nie próbuj teraz uciekać – mruknął uśmiechając się lekko. Uwolnił nadgarstek chłopaka. Jiraya wolną ręką rozwiązał swoje ubranie, przedtem przesuwając palcami wzdłuż linii kręgosłupa chłopaka. Uzumaki oswobodzoną ręką złapał poręcz łóżka przed sobą. Unikał spojrzenia w stronę kota. Zawstydzone spojrzenie skierował na pogniecioną pościel przed sobą.
Sasuke wiedział, że teraz już nic nie wskóra. Nie powinien też już dłużej podglądać dawnego przyjaciela. A mimo wszystko, nie mógł oderwać oczu od sceny rozgrywającej się na środku mieszkania Uzumakiego. Powinien odwrócić się od widoku nagiego Naruto. Od jego błękitnych lekko przymkniętych oczu. Od słodkich rumieńców barwiących policzki. Powinien uciec stąd jak najdalej. Ale mimo, że sierść jeżyła mu się na karku, a ciało zaczęło ogarniać dziwne uczucie gorąca, nie mógł się ruszyć. Widok prezentujący się przed Uchihą ukazywał Naruto zupełnie innego niż zwykle. Niby to był ten sam Młotek. Opalona szczera twarz, na której zazwyczaj gościł szeroki uśmiech. Teraz nie tylko Naruto nie szczerzył się w uśmiechu. Gdzieś zniknęła ta cała pewność siebie i bezpodstawna wesołość chłopaka. To nieco niepokoiło Uchihę i dziwnie fascynowało. Oglądać Naruto nagiego, bezbronnego. Z zaczerwienionymi policzkami. Ciało drżące pod dotykiem Żabiego-sannina. Nie odpowiadało mu, że ten głupek uważający się za niepokonanego poddaje się bez walki wszystkiemu co robi sannin.
Nie przestając jedną z dłoni pieścić penisa blondyna, Jiraya odwrócił lekko twarz Naruto w swoją stronę. Przeciągnął językiem po jego wargach. Mocniej zacisnąwszy palce wokół jego członka niemal zsunął z niego dłoń. Blondyn jęknął cicho rozchylając usta. Korzystając z sytuacji Srebrno-włosy wsunął dwa palce między rozchylone wargi, aby je zwilżyć śliną chłopaka. Uzumaki nadal rumieniąc się słodko, nieśmiało spojrzał w stronę okna i natychmiast odwrócił wzrok napotkawszy tak znajome oczy. Sannin wyciągnął palce z ust chłopaka pozostawiając koło nich wilgotny ślad. Zsunął drugą dłoń z jego członka, sprawiając że blondyn zadrżawszy wypuścił z siebie powietrze. Jiraya przesunął kciukiem lewej dłoni między pośladkami Naruto, wywołując kolejny nieśmiały jęk. Tą samą dłonią delikatnie, aczkolwiek pewnie, schwycił go za biodro. Palce drugiej dłoni wsunął między zgrabne pośladki chłopaka. Chwilę delikatnie masując, poruszał palcami między pośladkami. Naruto oparł rozpaloną twarz o dłoń zaciśniętą na poręczy łóżka. Jęknął i przygryzł lekko własną dłoń, kiedy sannin wsunął w niego wilgotne palce. Jego oddech stał się płytszy i nieco szybszy. Policzki zaczerwieniły się nieco bardziej. Srebrne kosmyki załaskotały go po plecach, kiedy Jiraya się wyprostował. Nieśpiesznie wysunął palce, powodując kolejne niekontrolowane sapnięcie blondyna. Teraz już obiema dłońmi objął biodra chłopaka. „Nie, nie mogę na to patrzeć” – Sasuke już ostatkiem sił zmuszał się do odwrócenia spojrzenia. ” Nie chcę na to patrzeć” Tok jego myśli przerwał jeszcze jeden jęk blondyna. Jiraya wsunął się w niego pewnym ruchem i znieruchomiał na chwilę wzdychając głęboko. Dał blondynowi chwilę czasu na oswojenie się z sytuacją. Powoli przesunął dłońmi wzdłuż jego boków. Tym samym zmuszając blondyna, aby również się wyprostował nieco unosząc tułów do góry. Uzumaki przesunął jedną z dłoni wyżej na krawędź poręczy łóżka. I odwrócił lekko głowę ocierając się włosami o twarz sannina. W błękitnych oczach zebrały się łzy. Jiraya przesunął językiem po karku chłopaka. Jedna z jego dłoni skierowała się powtórnie w stronę krocza Uzumakiego. Zaś palce drugiej dłoni zatopiły się w blond czuprynie. Sannin początkowo powoli i ostrożnie zaczął poruszać biodrami. Zaciskając palce na włosach Uzumakiego przymusił chłopaka do naprężenia ciała i nieco już głośniejszego jęku. Oddechy obojga stały się nie równe. Jiraya wypuścił z dłoni włosy Naruto. Zachłannie dotykając ciała kochanka nie powstrzymywał się od zaciskania palców na opalonej gładkiej skórze. Przesunął wargami po spoconej skórze na ramieniu. Po policzku Naruto spłynęła pojedyncza słona łza. Odchylając głowę w tył uchylił lekko powieki ukazując błękitne oczy, które teraz były zamglone. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz, a z ust wydobył się dosyć głośny nieartykułowany dźwięk. Jiraya zacisnął zęby na skórze Uzumakiego pozostawiając na niej czerwony ślad. Po dłoni sannina obejmującej członek chłopaka rozlała się ciepła lepka ciecz. „Kuso” – pomyślał kot zeskakując z parapetu. Zamiast jednak wylądować na czterech łapach wylądował na dwóch, ludzkich nogach. Z jakiegoś powodu nie był w stanie utrzymać dłużej techniki. Chwilowo stracił kontrolę nad czakrą.
-Kuso.. po co tam w ogóle lazłem? – mruknął do siebie zdenerwowany Sasuke. Musiał ochłonąć. Tymczasem jego własny oddech wydawał się cięższy niż powinien. W dodatku nie mógł wyrzucić z myśli obrazu który widział przed chwilą. -Kuso!- zaklął ponownie.
* * *
Naruto wyszedł z łazienki przebrany w pidżamę i rozejrzał się po pustym mieszkaniu.
-Baka-Ero-sannin – warknął zakładając ręce na piersi. – Jak by nigdy nie mógł zostać na noc teges-tamteges – przybrał groźny wyraz twarzy. Zamyślił się na chwilę, wbijając gdzieś przed siebie puste spojrzenie, jego twarz przestała wyrażać jakiekolwiek uczucia. Stał tak kilka minut, mierząc się z pustką pomieszczenia. Z zamyślenia wyrwał go odgłos pacnięcia w szybę. Skierował spojrzenie na okno.
-Kot! – wykrzyknął rozradowany. Na twarz wrócił szeroki zawadiacki uśmiech. Naruto podbiegł do okna, za którym siedział czarny kot z łapką opartą o szybę. Blondas czym prędzej otworzył okno i wciągnął zwierzaka do środka. – Już myślałem, że coś ci się stało teges-tamteges! – zaczął swoją wesołą paplaninę Uzumaki. „Raczej byś nie chciał wiedzieć co się stało Młotku” – pomyślał kot, nie zauważając nawet kiedy zaczął gonić za jakimś śmieciem, którym blondyn zaczął machać mu przed nosem. I tak dobrych kilka godzin pozwolił się „zabawiać, sam nie wiedząc dlaczego. Może zrobiło mu się żal chłopaka. Może po prostu wiedział co znaczy samotność.
W końcu nadeszła noc i po dniu pełnym tortur, Uzumaki położył się do łóżka. Oczywiście nie powstrzymał się przed tym, żeby nie zabrać swojego nowego pupilka do łóżka. „Gdybyś tylko wiedział kim jestem na prawdę… Ostatnim o czym byś pomyślał, byłoby zabranie mnie do łóżka”, sarknął w myślach kot, przyglądając się usypiającemu blondasowi, który mimo przysypiania, ciągle głaskał jego grzbiet. To także wywoływało senność u Sasuke, który zasnął prędzej od Naruto.”Wstanę wcześniej… zawsze wcześniej wstaję…”, pomyślał jeszcze czarny kocurek, a po tym zapadł w sen.
C.D.N.
by N & Api